Archiwa tagu: poniedziałek

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie.

Kto chce ten niechaj słucha
Kto nie chce, niech nie słuch
Jak balsam są dla ucha
Morskie opowieści

Tak, tak moi drodzy, dziś będzie o tym jak Wyzyk został postrachem kajaków i rowerów wodnych na Zalewie Sulejowskim.

Zaczęło się wszystko niewinnie, od kolegi Łodygi, który tak z pewna nieśmiałością zaproponował, abyśmy wypożyczyli łódkę na trzy dni (tak naprawdę były to dwie doby, ale w tej formie lepiej brzmi, to te negatywy, które umiejętnie zamieniam w pozytywy). Wtedy to niejaki kolega Wyzyk, człowiek o słabym duchu i nikczemnym spojrzeniu na rzeczywistość zakrzyknął: “Co ja i łódka!? Jedynie gdy będzie to łódka Bols!”.

Koledze Łodydze zrzedła trochę mina. Postanowił zignorować jednak te wątpliwej konduity uwagi i uporczywie dążył do celu. Kolega Łodyga miał pewną misję do spełnienia. I tak, wyprawa pierwotnie zaplanowana na siedem osób, miała odbyć się w składzie trzyosobowym (Łodyga, Macios i Paulina), jako że serca pozostałej trójki potencjalnych uczestników (Wółka, Mara i Magdy) zostały zatrute wyziewami wątpliwości, sączącymi się z ust ludzi o małej wierze. Cała wyprawa drużyny została zagrożona, a ze wschodu nadciągały czarne chmury.

Opatrzność, zesłała nam jednak Łodygę. Mędrzec ów wiedział doskonale, iż nawet najmarniejsza istota, którą los zesłał dla sobie tylko wiadomych przyczyn, może odegrać jakże znaczącą rolę w jego wypełnieniu, nie do końca jeszcze uświadomioną i umykającą ludzkiemu rozumieniu, ale przez to tym bardziej ważką. Powoli, jak kropla źródlanej wody drążąca kamień, wypełniał umysł kolegi Wyzyka czystą myślą.

W ciemnych zakątkach duszy Wyzyka zaczęły rodzić się wątpliwości. Tu jakiś telefon, tam uwaga rzucona mimochodem, tak od niechcenia, kąśliwa i pełna ironii, ale zarazem przepełniona życzliwością, troską, ciepłem, ot takie dobrotliwe strofowanie. Na skamieniałej powierzchni fobii i zniechęcenia Wyzyka zaczęły pojawiać się drobne rysy. W pierwszej chwili niezauważalne, niczym jedno piwko przed obiadem, z czasem zaczęły rozrastać się i potężnieć.

Przesilenie nastąpiło w środę o poranku, kiedy to Wyzyk zachwiał się w swoim postanowieniu pozostania na lądzie. Targały nim wewnętrzne sprzeczności, w głowie panował chaos (nie tylko spowodowany głosami, ale również skutkami poprzedniego wieczoru, no ale to już historia na zupełnie inne opowiadanie). Zapadło postanowienie. Wsiądę na łódkę na próbę, popływam godzinę, dwie i jak nie będzie mi się podobało, to opuszczę starą krypę w porcie Karolinów, a cała reszta popłynie dalej.

Ta postawa Wyzyka przepełniła radością serca wszystkich członków drużyny, a wahającym się, pozwoliła podjąć ostateczną decyzję. Wypływamy wszyscy w rejs na trzy dni i dwie noce ( z pewnym drobnym znakiem zapytania – Wyzykiem). Łodyga, Macios i Paulina wyjechali w samo południe w stronę tamy. Wyprawa miała rozpocząć się dla reszty za około dwie godziny, po przybyciu krypy do karolinowskich wybrzeży. I tu Bogowie okazali się nieprzychylni po raz pierwszy. Łódka, która miała czekać na śmiałków w Borkach, opuściła już port i miała powrócić dopiero za dwie, trzy godziny. Morale załogi zostało nadszarpnięte. Siła ducha Łodygi była jednak niezłomna, już nic nie mogło zawrócić go z raz obranej drogi (Macios w tym czasie ratował swoją niezłomność i nerki zarazem, w sposób bardziej cywilizowany niż upajanie się jakąś duchowością). Moja skromna osoba zaś, jako że każdy skazaniec ma prawo do ostatniego posiłku, udała się do domu w celu jego spożycia. Uwierzcie mi, że kotlety mielone, ziemniaki i maślanka nie miały dotychczas tak niepowtarzalnego smaku (muszę się w tym miejscu pochwalić: ziemniaki sam obrałem, sam posoliłem wodę, sam ugotowałem, sam otworzyłem maślankę, sam wyjąłem kotlety z zamrażalnika, nie wspominając o ich przygrzaniu oczywiście).

To była środa 21/07/2004. Piękne lipcowe popołudnie leniwie toczyło się wokół. Przeznaczenie dopadło nas o godzinie 15, kiedy to zaokrętowaliśmy się na ten stary bryg. Moje pierwsze kroki w stronę pokładu były niepewne, chwiejne, pełne wątpliwości i złych przeczuć. Nerwowo zerkałem na boki, szukając drogi ucieczki. Było jednak za późno. Za moimi plecami Macios, Wółek i Maro, czujni niczym czaple, gotowi byli zdławić najmniejszy przejaw buntu w samym zarodku. Nigdy nie wierzyłem w opowieści ludzi, którym życie, niby film w ciągu pary sekund przebiegło przed oczami. Już nie jestem takim sceptykiem. Gdy moje stopy utraciły kontakt ze stałym lądem, poczułem przypływ mdłości. Jedynym promykiem nadziei był ten boski dźwięk brzęczącego szkła, butelki obijającej się o butelkę, dochodzący z bakisty. Ech i jak tu nie kochać książąt pszczyńskich! Ląd powoli i nieubłaganie nikł z pola widzenia śmiałków. Tak rozpoczęła się wyprawa. Nikt z nich, nie zdawał sobie jeszcze sprawy z faktu, jak wielką siłę ma fatum, które zawisło nad nieświadomymi niczego członkami drużyny…

Kto chce ten niechaj słucha
Kto nie chce, niech nie słuch
Jak balsam są dla ucha
Morskie opowieści

To dobry moment, żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Dziś tylko takie krótkie wprowadzenie, ale za tydzień to będzie się
działo 😉

“Czasami jest to Statek, ale częściej jest to Katastrofa. To wszystko zależy. – Zależy? Od czego? – Zależy od tego czy jestem na nim, czy pod nim.” (Puchatek)
A. A. Milne

(2004-08-08 23:48)

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie

Niestety wróciłem dziś z urlopu. Wybaczycie mi więc, że nie wykrzesam w sobie zbyt wiele optymizmu. Jutro wita mnie moja dodatnia praca o godzinie 8.00. Muszę jakoś przeżyć ten szok pourazowy. Obiecuję Wam, że jeszcze Was zamęczę. Za tydzień stopień mojej psychozy zmniejszy się na tyle, że zamienię te negatywy w pozytywy. Uda mi się wtedy zaprezentować Wam wartości dodane, wartości wyniesione z tych dwóch tygodni ciszy i spokoju.

Jak się tak nad tym zastanowię to chciałbym być bohaterem filmu “Nieustające wakacje”, kimś kto mógłby określić się mianem “kogoś w rodzaju turysty, turysty na nieustających wakacjach”. Niestety moja sytuacja przypomina bardziej kogoś, kto dowiedział się, że jest “Inaczej niż w raju”.

To dobry moment żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
A już za tydzień i w kolejnych odcinkach:
“Sulejowskie opowieści czyli jak Wyzyk ze szczura lądowego przeistoczył się w postrach miejscowych kej”
“Ostatnie tango w Karolinowie, czyli historia pewnej piosenki”
“O Wyzyku Szuwarku, czyli jak można zagubić się w trzcinach”
“Rzeczy, które robisz w Karolinowie będąc z Wyrzykiem” i wiele, wiele innych opowieści z Wyzykiem…

Ps. 1
Na zakończenie słowa pewnej piosenki, która pozwoliła przetrwać mi ostatnie dwa dni. Trzymajcie się, do przeczytania za tydzień.

Wilki – Urke

Nic nie przychodzi do głowy
Samotny człowiek w środku dnia
Zupełnie sam na ulicy gwar
Zgubione szczęście
Nigdy nie wraca, choćbyś chciał
Tyle w życiu się zmienia
Zaufaj przeznaczeniu
Ref.:
Pijemy za lepszy czas
Za każdy dzień, który w życiu trwa
Za każde wspomnienie, co żyje w nas
Niech żyje jeszcze przez chwilę
ref.
Nic nie przychodzi do głowy
Nic nie poprawisz, choćbyś chciał
Czekaj na wiatr, zjawi się sam
Wykorzystaj tę chwilę
Może Cię spotkać w środku dnia
Nie trać wiary w marzenia
Tyle jest do stracenia


“…wystarczą spuszczone spodnie i chwila nieuwagi, by ktoś nieżyczliwy dobrał ci się do dupy.”
Andrzej Sapkowski
Narrenturm

(2004-08-02 23:59)

Witaj miły poniedziałku – epilog

Witam serdecznie

Moi drodzy chcę Wam przekazać tylko jedno słowo.

URLOP 🙂

Będę za Wami tęsknił!!! Mam nadzieję, że z wieloma z Was uda mi się jednak, spotkać w Karolinowie przez te dwa tygodnie. Żegnam Was, jeżeli nie w Karolinowie, to spotkamy się w sierpniu 🙂

Pozdrawiam serdecznie, gorąco i radośnie.

WYZYK

Ps.
Chyba się naprawdę starzeję, bo zaczynam się robić sentymentalny. Kocham Was 🙂

Ps.1
To jest naprawdę dobry moment, żeby zakończyć

Ps. 2
No i oczywiście na koniec mały prezencik, który muszę jednak poprzedzić małym wstępem. Historia ta dzieje się dajmy na to w Portugalii, albo jakiejś innej nie przymierzając Hiszpanii, gdzie nie ma miejsca na prawdziwą miłość, a nie w Karolinowie, gdzie są piękne złote plaże pośród drzew, Zalewu szum, ptaków śpiew 🙂

Morza szum, ptaków śpiew,
Złota plaża pośród drzew –
Wszystko to w letnie dni
Przypomina Ciebie mi.

Szłaś przez skwer, z tyłu pies
Głos Wybrzeża” w pysku niósł.
Wtedy to pierwszy raz
Uśmiechnęłaś do mnie się.

Odtąd już dzień po dniu
Upływały razem nam.
Rano skwer, plaża lub
Molo gdy zapadał zmierzch.

Płynął czas, letni czas,
Aż wakacji nadszedł kres.
Przyszedł dzień, w którym już
Rozstać musieliśmy się.

Ps. 3
No i oczywiście kocham Was 🙂

“Czy miałbyś ochotę, Prosiaczku, pójść ze mną na wypadek, gdyby to miały się okazać jakieś Nieprzyjacielskie Zwierzęta?”    (Puchatek)
A. A. Milne

(2004-07-20 01:50)

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie

Cóż mogę powiedzieć moi drodzy. Mam radosną nowinę dla Was i dla mnie. Wszyscy odpoczną przez najbliższe dwa tygodnie. Wy odpoczniecie od mojej skromnej osoby, ja odpocznę od pracy.

Tak, nadszedł dla mnie czas urlopowy. Będę byczył się czternaście dni na łonie natury, oczywiście nie gdzie indziej jak w moim Cudownym Miejscu czyli w Karolinowie. Wyjeżdżam we wtorek i wracam dopiero w sierpniu, dokładnie rzecz biorąc drugiego sierpnia, uściślając w godzinach popołudniowych. Będę Was męczył dopiero za trzy tygodnie. Wiem, wiem cieszę się co najmniej tak samo jak Wy.

Nie bójcie się jednak, jeszcze się spotkamy w sieci. Postanowiłem pisać przez te dwa tygodnie dziennik. Przedstawię Wam historię ostatniego tanga nad Zalewem, opowiem o tym, co się wydarzyło w Karolinowie, nie omieszkam też wspomnieć o wszystkim, co chcielibyście wiedzieć o Karolinowie, ale baliście się zapytać. Nie chcę nikogo martwić, ale słyszałem, że właśnie przez te dwa tygodnie i tylko przez te dwa tygodnie maja być afrykańskie upały. Nie przejmujcie się w sierpniu nie będzie tylko padało, no wiecie nie wszyscy mogą mieć słońce. Możecie sobie to sprawdzić tutaj http://www.astronomia.pl/katalog/?id=23 Witajcie dwa tygodnie ciszy, spokoju, normalności. Uff, ale atrakcji przede mną, a co za tym idzie i przed Wami, aż sam się boję.

Miało być dzisiaj optymistycznie, pogodnie i radośnie i jest. Jakoś przeżyję jutro ten dzień w pracy (dla mnie ostatni, pod wieloma względami) czego i Wam z całego serca życzę. Trzymajcie się i nie dajcie się, będę myślami z Wami, mam nadzieję, że przed Wami jeszcze te wspaniałe urlopy 🙂

To dobry moment, żeby zakończyć.

Ps.
A na koniec tradycyjnie już mały prezencik, oczywiście, żeby nie było
za słodko.

Trojgu dzieciom groziło powtarzanie drugiej klasy. Pod koniec roku pani mówi do Jasia:
-Jasiu przeliteruj słowo “tata”!
-T A T A odpowiada Jasio
-Brawo Jasiu przechodzisz do trzeciej klasy
-A Ty Małgosiu przeliteruj słowo “mama”
-M A M A odpowiada Małgosia
-Brawo Małgosiu przechodzisz do trzeciej klasy
-A teraz Ty Ahmed, przeliteruj : “dyskryminacja obcokrajowców w Polsce
w świetle przepisów konstytucyjnych”

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie.

Dzisiaj tylko mały prezencik.
Dzisiaj to dobry moment żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Dwie siostry zakonne, Matematyka i Logika, przechadzają się po parku blisko zakonu. Jest późno i zaczyna się ściemniać.

– SM: zauważyłaś tego mężczyznę, który nas śledzi? Kto wie, czego chce od nas…
– SL: to logiczne chce nas zgwałcić.
– SM: o Boże, o Boże, zbliża się do nas dogoni nas za 5min i 18″. Co robimy?
– SL: jedyne logiczne rozwiązanie to przyspieszyć kroku.
– SM: o Boże, o Boże, to nic nie dało.
– SL: Oczywiście, logicznie rzecz biorąc on także przyspieszył.
– SM: o Boże, o Boże, dystans się zmniejszył, dogoni nas za 1min i 44″
– SL: jedyne logiczne rozwiązanie, to się rozdzielić: ty idź na prawo ja na lewo. Logicznie rzecz biorąc, nie może iść za obiema.

Mężczyzna decyduje się iść za siostrą Logika. Siostra Matematyka dociera do zakonu cała i zdrowa, ale, bardzo zaniepokojona o druga, która wraca kilka minut później.

– SM: siostro Logiko, o Boże dzięki, o Boże Opowiadaj, opowiadaj !!!
– SL: logicznie rzecz biorąc mężczyzna mógł iść tylko za jedną z nas i wybrał mnie.
– SM: (trochę wkurzona) tak, tak wiem, a potem ?
– SL: zgodnie z zasadami logiki, ja biegłam coraz szybciej i tak samo robił on!
– SM: tak, tak, a potem?
– SL: zgodnie z logiką, dogonił mnie.
– SM: o Boże, o Boże i co zrobiłaś?
– SL: jedyną logiczną w tej sytuacji rzecz: podciągnęłam habit do góry!
– SM: o Boże, o mój Boże! a on?
– SL: zgodnie z zasadami logiki: opuścił spodnie!
– SM: o Jezus Maria! I co się stało?
– SL: logiczne Siostra z podkasanym habitem biegnie szybciej niż mężczyzna z opuszczonymi spodniami !


Pod konarami kasztana,
Pan sprzedał mnie, a ja pana…
G. Orwell

(2004-07-12 00:19)

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie.

Miałem dzisiaj napisać coś mądrego, ale coś mnie moja muza opuściła (już słyszę te radosne westchnienia ulgi). Wczoraj miałem nawet pomysł, pamiętam, że był rewelacyjny, podsunęli mi go zresztą moi znajomi, ale ulotnił się on dziś rano wraz z pewną dawka piwa i wina, które były wczoraj jego matką i ojcem. Pozwolę sobie dziś dlatego poczynić tylko parę niepowiązanych ze sobą uwag, ot taki nieukierunkowany strumień świadomości.

Dowiedziałem się ostatnio, że wraz z moimi koleżankami i kolegami w pracy, w ciągu minionego półrocza, rozmawialiśmy łącznie przez 27 lat. Zastanówcie się więc moi drodzy nad tym dobrze i niech wam rączka uschnie, jeżeli będziecie chcieli wcisnąć zieloną słuchaweczkę, w celu zadania kolejnego pytania Waszego życia.

Polecam wszystkim pierwszą płytę łódzkiego zespołu Coma pt. “Pierwsze wyjście z mroku”. Czuję się dzięki nim już lepiej jako Łodzianin. Nie musimy już tylko i wyłącznie przepraszać za frytki, pavulon i tych troje. Możecie dowiedzieć się czegoś o tym zespole pod adresem www.coma.art.pl. Teraz powinien pojawić się nad al. Włókniarzy transparent: “Dziękujemy za Comę”. Polecam z całego serca.

Bardzo mnie zasmuciła sprawa Pana Andrzeja S. No cóż po raz kolejny okazało się, że w dzisiejszych czasach posiadanie jakiegoś autorytetu graniczy z cudem, bo każdy autorytet wcześniej czy później okazuje się nikim. Ech szkoda gadać.

To nie jest dobry moment żeby zakończyć, ale zakończmy.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
No dziś będzie mały prezencik. Powiem Wam, że jak to czytałem to się uśmiałem całkiem, całkiem. Po chwili zrodziła się jednak pewna myśl, która mnie zmroziła. Kurcze, a może to jest prawdziwy wywiad. Do tej pory dręczy mnie niepewność. Jeżeli ktoś cos wie na ten temat, to niech da znać, bo w tym kraju okazuje się ostatnio, że wszystko jest możliwe, a ja już po nocach spać przez to nie mogę. Rozmyślam prawda, czy żart.

Ps. 1
Na bazie poprzedniej refleksji, pozwolę sobie przytoczyć tekst pewnej piosenki, która na pewno doskonale znacie, a która w dniu dzisiejszym, oddaje po tym wszystkim mój stan samoświadomości (Lady Pank – Marchewkowe pole)

Marchewkowe pole rośnie wokół mnie
W marchewkowym polu jak warzywo tkwię
Głową na dół zakopany niczym struś
Chcesz mnie spotkać – głowę obok w ziemię wpuść

Wszystko się może zdarzyć
Wszystko się może zdarzyć

Marchewkowe o ogrodzie miewam sny
W marchewkowym stanie jest najlepiej mi
Rosnę sobie – dołem głowa, górą nać
– Kto mi powie: co się jeszcze może stać ?

Wszystko się może zdarzyć
Wszystko się może zdarzyć
Wszystko się może zdarzyć
Wszystko się może zdarzyć

Ps.2
No właśnie co może się jeszcze zdarzyć. Ja zaczynam się bać. A teraz prezencik:

Wywiad z rzecznikiem wrocławskiego MPK:
Joanna Banas: Dlaczego pasażer waszego tramwaju nie
może przesiąść się z wagonu do wagonu?
Janusz Rajces, rzecznik wrocławskiego MPK: Może, tylko Musi
skasować drugi bilet.
* Jak to? Przecież nadal jedzie tym samym tramwajem i ma bilet.
* Regulamin przewozowy mówi wyraźnie: bilet jest ważny w tym
wagonie, w którym został skasowany.
* Przepis przepisem, ale staram się zrozumieć jego sens. Tak
naprawdę, dlaczego nie mogę zmienić wagonu?
* Przebiec na czerwonym tez pani może, tyle ze ryzykuje pani
wypadkiem albo mandatem. A tutaj ryzykuje pani, ze złapie ją
kontroler.
* Ale przechodzenie na czerwonym jest niezgodne z prawem, a
przesiadanie się z wagonu do wagonu nie.
* Jakby się ludzie tak przesiadali, to kontrolerom byłoby trudno
pracować.
* Czyli wygoda kontrolerów ma być argumentem?
* Argumentem jest przepis. A poza tym jeśli kupuje pani bilet na
pociąg, to chociaż do Gdańska jedzie i 15.30, i o 18.15, to pani ma
bilet tylko na ten o 15.30.
* Przepraszam, ale tylko jeśli to miejscówka, a u nas jakoś w
tramwajach ich nie ma.
* A po co w ogóle się przesiadać?
* Przecież są sytuacje, kiedy trzeba się przesiąść, na przykład
gdy w naszym wagonie jada pijani, agresywni ludzie.
* O tak, uciec jest najprościej, a przecież trzeba
zainterweniować.
* Szczególnie gdy się jedzie na przykład z małym dzieckiem?
* Nie ma powodu, by zmieniać wagon. Można podejść do
motorniczego, a on już wie, co robić.
* Ale przecież w drugim wagonie nie ma motorniczego…
* No właśnie, on przestrzega przepisu. Nie ma go w drugim
wagonie, bo nie może przejść, gdyż tez musiałby skasować bilet.
* To jak interweniować, jeśli jest się w drugim wagonie, w
którym nie ma motorniczego?
* Przejść do pierwszego i skasować bilet…
* Skasować bilet?!
* Oczywiście. Przepis jest wyraźny.
* Czy motorniczy przejdzie do drugiego wagonu i zainterweniuje?
* Jeśli skasuje mu Pani bilet, to tak.
* Ja mam kasować bilet za motorniczego?!
* Oczywiście, przecież mówiłem Pani, ze motorniczy nie
przechodzi, bo musiałby kasować bilet. Jeśli chce Pani interwencji, to
musi Pani mieć dodatkowy bilet dla motorniczego, a najlepiej dwa, żeby
mógł wrócić do pierwszego wagonu.
* A po co będzie jeszcze przechodził?
* Jak to po co? Ktoś musi kierować tramwajem!
* To nie może po prostu przejść jak człowiek?!
* Proszę Pani, przecież przepis wyraźnie mówi, ze bez skasowania
dodatkowego biletu nie można przechodzić… Poza tym motorniczy to nie
jakiś człowiek, a motorniczy. To zasadnicza różnica!
* Wie Pan, to ja wole zostać w tym pierwszym wagonie i nie
Interweniować.
* No widzi Pani, od razu mówiłem: po co przechodzić i robić
zamieszanie!


Ale oni zamiast Mózgów mają tylko szary puch, który przez pomyłkę został
wdmuchnięty w ich głowy. (Kłapouchy)
A. A. Milne

(2004-07-05 02:19)

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie.

Dziś chciałem się podzielić taką małą refleksją. Ostatnio włączyłem przez przypadek Telewizor (przez przypadek bo praktycznie spełnia on od jakiegoś czasu rolę Super Mebla do Gromadzenia Kurzu i powiem Wam, że odnosi na tym polu, jak na żadnym innym, niezaprzeczalne sukcesy). Telewizor grał sobie w tle, a ja coś dłubałem (pewnie płodziłem kolejne powitanie poniedziałku).

Nagle usłyszałem, że dobiegają mnie zza pleców znajome dźwięki (bo musicie wiedzieć, że siedzę do Telewizora odwrócony plecami, na razie się jeszcze na mnie nie obraził, cały czas sprawdzam jego cierpliwość), a była to piosenka Iggy Popa “Pasażer”.

Serce mi urosło, pomyślałem sobie: “No w końcu poszło mu w pięty, zrozumiał aluzję, zrobiło mu się głupio i postanowił się poprawić”. Serce mam dobre, nie jestem pamiętliwy, każdy ma u mnie szansę na poprawę, więc z uśmiechem na ustach, ciepłym błyskiem w oku i pewnym rozczuleniem odwróciłem się w Jego stronę. Uśmiech szybko znikł, błysk zgasł, rozczulenie szlag trafił. Moim oczom ukazała się reklam pewnego napoju. Żeby to chociaż było jeszcze prawdziwe piwo, a nie jakieś jabłkowe popłuczyny, to może bym to przebolał.

Nawet nie można powiedzieć, że ktoś się gdzieś przewraca, no oczywiście poza zerami na koncie, które zapewne rozmnożyły się przez pączkowanie. Ideał sięgnął kadzi. Ech, aż nic się nie chce już mówić. Teraz, aż się boję Go włączyć. Co następne w kolejce, “Dom wschodzącego słońca” jako ilustracja muzyczna dla reklamy profili okiennych.

To dobry moment, żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Dziś jako epilog pozwolę zamieścić sobie tekst piosenki “Pasażer” Iggy Popa. Wprost idealny wybór dla reklamy tego jabłkowego napoiku. Może należałoby iść krok dalej i spróbować z “Odą do radości”. Jest w tym sztajerku mowa o radości i o iskrach, natchnionym chórze (a można się przecież natchnąć, oj można, no oczywiście nie tymi jabłkami, bo jakoś tak plastikiem się odbija) i jasności która wszystko zaćmi. Oj niektórych to już chyba nieźle zaćmiło.

Samotny pasażer
samotna pasażerka
za nami i przed nami noc
w pałacach, bramach i na zakrętach
samotna pasażerko
odkręć gaz, trzymaj rękę na pulsie
jeśli pragniesz oddać się mocom otchłani
wystarczy tylko
tylko wznieść się w górę
wystarczy tylko
tylko wznieść się w górę

Na na na na na na na na
Na na na na na na na na
Na na na na na na na na

poszły spać modne dziewczyny
sennie ziewają skincheadzi z przedmieścia
wzniećmy pożar w ich uszminkowanych sercach
czasy są niepewne
sytuacja jest napięta
kocham nocne przewroty
i kontrrewolucje
dziury w parasolach
seledynowych szpiegów
policjantów złodziei
kieszonkowych morderców
nieważkich pijaczków
stróżów cnoty w burdelach

Na na na na na na na na
Na na na na na na na na
Na na na na na na na na

samotny pasażer to ja
ty jesteś moją samotną pasażerką
dusze nocy są w nas
a my jesteśmy ich częścią

samotny pasażer to ty
ona jest twoją samotną pasażerką
dusze nocy są w was
a wy jesteśmy ich częścią

Na na na na na na na na
Na na na na na na na na
Na na na na na na na na

Na na na na na na na na
Na na na na na na na na
Na na na na na na na na


“…wystarczą spuszczone spodnie i chwila nieuwagi, by ktoś nieżyczliwy dobrał ci się do dupy.”
Andrzej Sapkowski
Narrenturm

(2004-06-28 02:12)

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie.

Dzisiaj spóźniony, za co przepraszam wszystkich wielbicieli.
Dzisiaj będzie krótko i na temat.
Dzisiaj na fali rozgrywających się mistrzostw pozwolę sobie przytoczyć tylko zdanie zaczerpnięte z prasy hiszpańskiej, odnoszące się do drużyny narodowej:

“Graliśmy jak nigdy, przegraliśmy jak zawsze.”

Dzisiaj to dobry moment żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.

Wania złowił złotą rybkę.
Rybka: puść mnie spełnię twoje życzenie
W: Ok
R: Willę chcesz?
W: Nie
R: Mercedesa chcesz?
W: Nie
R: Medal za męstwo chcesz?
W: Tak jasne.

Huknęło, walnęło i Wania znalazł się prosto na polu bitwy z dwoma granatami w ręku. Patrzy a na niego naciera 10 czołgów. Wania wkurwiony przez zaciśnięte zęby:

-Kurwa, pośmiertny mi dała…


Pod konarami kasztana, Pan sprzedał mnie, a ja pana…
G. Orwell

(2004-06-22 00:50)

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie.

Zgodnie z obietnicą dziś parę słów o podróży sentymentalnej na zachód Polski. Dokładnie mówiąc wybrałem się do Kalisza. Pozwolicie, że nie będę skupiał się na opisie miasta, to możecie znaleźć sobie pod adresem http://www.kalisz.pl/_portal/

Podróżuję sobie tak do tego Kalisza już od paru lat i każda wizyta jest dla mnie chwilą wytchnienia i odpoczynku. W tym miejscu chciałbym oddać pokłon mojej Szanownej Parze Przyjaciół Magdzie i Leszkowi. Jedyne 110 kilometrów, około dwóch godzin spokojne jazdy i już mamy możliwość napicia się Heleny prosto ze sklepu producenta znajdującego się przy fabryce. O dziwo okazało się też, że można kupić tu kaszankę, udka z kurczaka i skrzydełka.

Podróż samochodem wydaje się, może w pierwszej chwili, trochę droższa niż pociągiem, ale w ostatecznym rozrachunku wychodzi taniej, po doliczeniu honorarium psychoanalityka . Raz zdarzyło mi się podróżować wesołym składem w piątkowy, lutowy wieczór. Atmosfera w pociągu była wyśmienita. Co pięć minut przebiegał przez korytarz pan z torbą rozmiarów nieskromnych, krzycząc komu, komu bo jadę do domu i wrzucając do przedziałów puszki piwa, oczywiście za symboliczną opłatą. Co z tego, że Wars to już wspomnienie naszych rodziców, jak w przedziale obok panowie sprzedawali wódkę na szklanki, ogrzewanie było podkręcone z myślą o rozszerzeniu działalności o salon odnowy biologicznej, a okna zablokowane, bo przecież po pijaku mogłyby się jeszcze komuś pomylić. Pociąg przypominał puszkę sardynek w sosie własnym.

Niestety mogę powiedzieć tylko z ubolewaniem, że nie mam możliwości podróżować tak często, jakbym chciał, ale może to i dobrze, bo znajomi cieszą się jak do nich przyjeżdżam (no przynajmniej sprawiają takie wrażenie, a żadne z nich nie kończyło PWST). Jak to mówi Szanowny Gospodarz, gość choć świnia swoje prawa ma, ale po dwóch dniach zaczyna śmierdzieć. Zawsze udało zmieścić mi się w magicznym terminie 48h. Tak na marginesie wydawało mi się, że w Łodzi to nie jest jeszcze tak źle, jak w szanownej stolicy. Te szczury jakieś takie mniejsze i jeżdżą hulajnogami, a nie ścigaczami. Ostatnio pozwoliłem sobie zweryfikować te poglądy po wizycie u znajomych. No nie ma się co oszukiwać, szczury się podpasły. Tylko może nie są jeszcze takie buraczane, ale pewnie znowu się oszukuję. Oj coś widzę, że jad zaczyna ściekać mi kącikami ust, pomimo to, że podwiązuję szczękę na noc.

To dobry moment, żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Dzisiaj nie będzie żadnych peesów, to na tyle, do przeczytania/skasowania za tydzień

Ps.1
Oczywiście na koniec mały prezencik (dziś naprawdę malutki, wpadam powoli w panikę bo prezenciki mi się kończą)

Trwa ostra imprezka na Księżycu. W pewnej chwili ktoś mówi:
– Wiesz co Amstrong? Niby wszystko się zgadza… Rozpaliliśmy grilla, jest wódeczka, piweczko, ziele, kobitki też są, a jakoś kurwa atmosfery nie ma…

“O, nie, mój filozofie, nie zgodzę się z tobą – tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszych ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą!”
Michaił Bułhakow
Mistrz i Małgorzata

(2004-06-14 00:45)

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie

Jeżeli chodzi o mnie, to mogę powiedzieć, że na zachodzie bez zmian. Dalej jestem żołnierzem, na pierwszej linii frontu, walczącym o lepsze jutro, tylko trudno odpowiedzieć mi na pytanie czyje to jutro, bo na pewno nie moje. Jak przeżyję czerwiec, to otrę się chyba o wampiryzm, bo praktycznie cały miesiąc pracuję od 14 do 22 (plus minus dwie godziny). Jeżeli mielibyście się ze mną spotkać, to proponuję jednak zaopatrzyć się w jakiś ząbek czosnku i parę kropel święconej wody, bo mogę zacząć bezwiednie kąsać. Przepraszam też moich drogich fanów za opóźnienie, ale sami rozumiecie w tej sytuacji, umysł już szwankuje.

Ostatnio dowiedziałem się, ze powinienem być zadowolony z faktu braku możliwości zaplanowania sobie życia z wyprzedzeniem 24h. Niedługo ta niepowtarzalna okazja zakończy się bezpowrotnie. Co ja wtedy zrobię biedny żuczek. Wrócę do domu, a tu nuda. Nie ma co oglądać, bo przecież wszystkie obrazki już obejrzałem, a te małe czarne mróweczki to są jakieś takie męczące i wymagają koordynacji wzrokowo-intelektualnej, jak tu je złożyć do kupy. Znowu będę musiał się normalnie spotykać z moimi znajomymi i o czym tu z nimi rozmawiać po tylu latach, z każdego kąta zieje nudą. “Słodka trucizna”, “Cud miłości”, moje ulubione seriale, są nadawane od rana i co ja niby mam wieczorem w telewizji oglądać, przepraszam za określenie, jakiś Teatr Telewizji. No cóż zgryźliwym, złośliwemu, starym kawalerom to nigdy się nie dogodzi, ale taki już nasz czar i urok. I jak tu nas nie kochać, sam nie wiem jak niektórym się to udaje.

To dobry moment, żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Za tydzień będzie opis pewnej podróży sentymentalnej, w pogoni za utraconym czasem, na zachód Polski, ale o tym za tydzień, pocierpcie trochę.

Ps. 1
Musicie przyznać, że dzisiaj było trochę krócej, mam nadzieję, że już mnie tak nie nienawidzicie, trochę się poprawiłem.

Ps. 2
Na zakończenie oczywiście mały prezencik.

Po każdym locie, piloci linii lotniczych są zobowiązani do wypełnienia kwestionariusza nt. problemów technicznych, napotkanych podczas lotu. Formularz jest następnie przekazywany mechanikom w celu dokonania odpowiednich korekt. Odpowiedzi mechaników są wpisywane w dolnej części kwestionariusza, by umożliwić pilotom zapoznanie się z nimi przed następnym lotem. Nikt nigdy nie twierdził, ze załogi naziemne i mechanicy są pozbawieni poczucia humoru. Poniżej zamieszczono kilka aktualnych przykładów podanych przez pilotów linii QUANTAS oraz odpowiedzi udzielone przez mechaników. Przy okazji warto zauważyć, ze QUANTAS jest jedyna z wielkich linii lotniczych, która nigdy nie miała poważnego wypadku.

P = problem zgłoszony przez pilota
O = Odpowiedz mechaników

P: Lewa wewnętrzna opona podwozia głównego niemal wymaga wymiany.
O: Niemal wymieniono lewa wewnętrzna opona podwozia głównego.

P: Przebieg lotu próbnego OK. Jedynie układ automatycznego lądowania przyziemia bardzo twardo.
O: W tej maszynie nie zainstalowano układu automatycznego lądowania.

P: Coś się obluzowało w kokpicie.
O: Coś umocowano w kokpicie.

P: Martwe owady na wiatrochronie.
O: Zamówiono żywe.

P: Autopilot w trybie ‘utrzymaj wysokość’ obniża lot 200 stop/minutę.
O: Problem nie do odtworzenia na ziemi.

P: Ślady Przecieków na prawym podwoziu głównym.
O: Ślady zatarto.

P:Poziom DME niewiarygodnie wysoki.
O:Obniżono poziom DME do bardziej wiarygodnego poziomu.

P: Zaciski blokujące powodują unieruchamianie dźwigni przepustnic.
O: Właśnie po to są.

P: Układ IFF nie działa.
O: Układ IFF zawsze nie działa kiedy jest wyłączony.

P:Przypuszczalnie szyba wiatrochronu jest pęknięta.
O:Przypuszczalnie jest to prawda.

P: Brak silnika nr 3.
O: Silnik znaleziono na prawym skrzydle. Po krótkich poszukiwaniach.

P: Samolot śmiesznie reaguje na stery.
O: Samolot upomniano by przestał, latał prosto i zachowywał się poważnie.

P: Radar mruczy.
O:Przeprogramowano radar by mówił.

P: Mysz w kokpicie.
O: Zainstalowano kota.


“…wystarczą spuszczone spodnie i chwila nieuwagi, by ktoś nieżyczliwy dobrał ci się do dupy.”

Andrzej Sapkowski
Narrenturm

(2004-06-08 00:30)