Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie.

Zgodnie z obietnicą dziś parę słów o podróży sentymentalnej na zachód Polski. Dokładnie mówiąc wybrałem się do Kalisza. Pozwolicie, że nie będę skupiał się na opisie miasta, to możecie znaleźć sobie pod adresem http://www.kalisz.pl/_portal/

Podróżuję sobie tak do tego Kalisza już od paru lat i każda wizyta jest dla mnie chwilą wytchnienia i odpoczynku. W tym miejscu chciałbym oddać pokłon mojej Szanownej Parze Przyjaciół Magdzie i Leszkowi. Jedyne 110 kilometrów, około dwóch godzin spokojne jazdy i już mamy możliwość napicia się Heleny prosto ze sklepu producenta znajdującego się przy fabryce. O dziwo okazało się też, że można kupić tu kaszankę, udka z kurczaka i skrzydełka.

Podróż samochodem wydaje się, może w pierwszej chwili, trochę droższa niż pociągiem, ale w ostatecznym rozrachunku wychodzi taniej, po doliczeniu honorarium psychoanalityka . Raz zdarzyło mi się podróżować wesołym składem w piątkowy, lutowy wieczór. Atmosfera w pociągu była wyśmienita. Co pięć minut przebiegał przez korytarz pan z torbą rozmiarów nieskromnych, krzycząc komu, komu bo jadę do domu i wrzucając do przedziałów puszki piwa, oczywiście za symboliczną opłatą. Co z tego, że Wars to już wspomnienie naszych rodziców, jak w przedziale obok panowie sprzedawali wódkę na szklanki, ogrzewanie było podkręcone z myślą o rozszerzeniu działalności o salon odnowy biologicznej, a okna zablokowane, bo przecież po pijaku mogłyby się jeszcze komuś pomylić. Pociąg przypominał puszkę sardynek w sosie własnym.

Niestety mogę powiedzieć tylko z ubolewaniem, że nie mam możliwości podróżować tak często, jakbym chciał, ale może to i dobrze, bo znajomi cieszą się jak do nich przyjeżdżam (no przynajmniej sprawiają takie wrażenie, a żadne z nich nie kończyło PWST). Jak to mówi Szanowny Gospodarz, gość choć świnia swoje prawa ma, ale po dwóch dniach zaczyna śmierdzieć. Zawsze udało zmieścić mi się w magicznym terminie 48h. Tak na marginesie wydawało mi się, że w Łodzi to nie jest jeszcze tak źle, jak w szanownej stolicy. Te szczury jakieś takie mniejsze i jeżdżą hulajnogami, a nie ścigaczami. Ostatnio pozwoliłem sobie zweryfikować te poglądy po wizycie u znajomych. No nie ma się co oszukiwać, szczury się podpasły. Tylko może nie są jeszcze takie buraczane, ale pewnie znowu się oszukuję. Oj coś widzę, że jad zaczyna ściekać mi kącikami ust, pomimo to, że podwiązuję szczękę na noc.

To dobry moment, żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Dzisiaj nie będzie żadnych peesów, to na tyle, do przeczytania/skasowania za tydzień

Ps.1
Oczywiście na koniec mały prezencik (dziś naprawdę malutki, wpadam powoli w panikę bo prezenciki mi się kończą)

Trwa ostra imprezka na Księżycu. W pewnej chwili ktoś mówi:
– Wiesz co Amstrong? Niby wszystko się zgadza… Rozpaliliśmy grilla, jest wódeczka, piweczko, ziele, kobitki też są, a jakoś kurwa atmosfery nie ma…

“O, nie, mój filozofie, nie zgodzę się z tobą – tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszych ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą!”
Michaił Bułhakow
Mistrz i Małgorzata

(2004-06-14 00:45)

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie

Jeżeli chodzi o mnie, to mogę powiedzieć, że na zachodzie bez zmian. Dalej jestem żołnierzem, na pierwszej linii frontu, walczącym o lepsze jutro, tylko trudno odpowiedzieć mi na pytanie czyje to jutro, bo na pewno nie moje. Jak przeżyję czerwiec, to otrę się chyba o wampiryzm, bo praktycznie cały miesiąc pracuję od 14 do 22 (plus minus dwie godziny). Jeżeli mielibyście się ze mną spotkać, to proponuję jednak zaopatrzyć się w jakiś ząbek czosnku i parę kropel święconej wody, bo mogę zacząć bezwiednie kąsać. Przepraszam też moich drogich fanów za opóźnienie, ale sami rozumiecie w tej sytuacji, umysł już szwankuje.

Ostatnio dowiedziałem się, ze powinienem być zadowolony z faktu braku możliwości zaplanowania sobie życia z wyprzedzeniem 24h. Niedługo ta niepowtarzalna okazja zakończy się bezpowrotnie. Co ja wtedy zrobię biedny żuczek. Wrócę do domu, a tu nuda. Nie ma co oglądać, bo przecież wszystkie obrazki już obejrzałem, a te małe czarne mróweczki to są jakieś takie męczące i wymagają koordynacji wzrokowo-intelektualnej, jak tu je złożyć do kupy. Znowu będę musiał się normalnie spotykać z moimi znajomymi i o czym tu z nimi rozmawiać po tylu latach, z każdego kąta zieje nudą. “Słodka trucizna”, “Cud miłości”, moje ulubione seriale, są nadawane od rana i co ja niby mam wieczorem w telewizji oglądać, przepraszam za określenie, jakiś Teatr Telewizji. No cóż zgryźliwym, złośliwemu, starym kawalerom to nigdy się nie dogodzi, ale taki już nasz czar i urok. I jak tu nas nie kochać, sam nie wiem jak niektórym się to udaje.

To dobry moment, żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Za tydzień będzie opis pewnej podróży sentymentalnej, w pogoni za utraconym czasem, na zachód Polski, ale o tym za tydzień, pocierpcie trochę.

Ps. 1
Musicie przyznać, że dzisiaj było trochę krócej, mam nadzieję, że już mnie tak nie nienawidzicie, trochę się poprawiłem.

Ps. 2
Na zakończenie oczywiście mały prezencik.

Po każdym locie, piloci linii lotniczych są zobowiązani do wypełnienia kwestionariusza nt. problemów technicznych, napotkanych podczas lotu. Formularz jest następnie przekazywany mechanikom w celu dokonania odpowiednich korekt. Odpowiedzi mechaników są wpisywane w dolnej części kwestionariusza, by umożliwić pilotom zapoznanie się z nimi przed następnym lotem. Nikt nigdy nie twierdził, ze załogi naziemne i mechanicy są pozbawieni poczucia humoru. Poniżej zamieszczono kilka aktualnych przykładów podanych przez pilotów linii QUANTAS oraz odpowiedzi udzielone przez mechaników. Przy okazji warto zauważyć, ze QUANTAS jest jedyna z wielkich linii lotniczych, która nigdy nie miała poważnego wypadku.

P = problem zgłoszony przez pilota
O = Odpowiedz mechaników

P: Lewa wewnętrzna opona podwozia głównego niemal wymaga wymiany.
O: Niemal wymieniono lewa wewnętrzna opona podwozia głównego.

P: Przebieg lotu próbnego OK. Jedynie układ automatycznego lądowania przyziemia bardzo twardo.
O: W tej maszynie nie zainstalowano układu automatycznego lądowania.

P: Coś się obluzowało w kokpicie.
O: Coś umocowano w kokpicie.

P: Martwe owady na wiatrochronie.
O: Zamówiono żywe.

P: Autopilot w trybie ‘utrzymaj wysokość’ obniża lot 200 stop/minutę.
O: Problem nie do odtworzenia na ziemi.

P: Ślady Przecieków na prawym podwoziu głównym.
O: Ślady zatarto.

P:Poziom DME niewiarygodnie wysoki.
O:Obniżono poziom DME do bardziej wiarygodnego poziomu.

P: Zaciski blokujące powodują unieruchamianie dźwigni przepustnic.
O: Właśnie po to są.

P: Układ IFF nie działa.
O: Układ IFF zawsze nie działa kiedy jest wyłączony.

P:Przypuszczalnie szyba wiatrochronu jest pęknięta.
O:Przypuszczalnie jest to prawda.

P: Brak silnika nr 3.
O: Silnik znaleziono na prawym skrzydle. Po krótkich poszukiwaniach.

P: Samolot śmiesznie reaguje na stery.
O: Samolot upomniano by przestał, latał prosto i zachowywał się poważnie.

P: Radar mruczy.
O:Przeprogramowano radar by mówił.

P: Mysz w kokpicie.
O: Zainstalowano kota.


“…wystarczą spuszczone spodnie i chwila nieuwagi, by ktoś nieżyczliwy dobrał ci się do dupy.”

Andrzej Sapkowski
Narrenturm

(2004-06-08 00:30)

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie

Na wstępie zaznaczam, że ten odcinek moich cotygodniowych wynurzeń dedykuję mojemu Przyjacielowi Witkowi. Wybaczycie, że będzie trochę prywaty.

Na początku, pozwolę sobie jeszcze tylko zauważyć, że jeżeli otrzymaliście ten list, to sami jesteście sobie winni. Dałem Wam szansę i najwyraźniej z niej nie skorzystaliście. Uwierzcie mi, drugiej takiej okazji nie będzie. Można mieć chwilę słabości, ale nie będzie trwała ona wiecznie.

Spędziłem dziś bardzo miłą niedzielę w towarzystwie Witka. Wczesny ranek i przedpołudnie upłynął nam w miłych okolicznościach przyrody. Odwiedziliśmy Jego rodzinę na wsi spokojnej, wsi miłej, pod Sieradzem. Cóż mogę powiedzieć, podobnie jak w Magicznym Miejscu, czas płynie tam inaczej. Bez stresu, bez pośpiechu, swoim torem. Żyć nie umierać, wygrać w totolotka i spędzić tam resztę życia. Po powrocie do Łodzi resztę dnia spędziliśmy równie miło sącząc sobie pifko i deliberując o różnych sprawach. Tak sobie doszedłem do wniosku, że przyjaźń prawdziwa, to bardzo ważna rzecz w życiu. Przyjaźnimy się od siódmej klasy podstawówki. Różnie bywało, raz lepiej, raz gorzej. Czasami nie widzieliśmy się po pół roku, ale za każdym razem, jak się spotykaliśmy, było tak, jakbyśmy rozmawiali wczoraj. Ważne jest chyba, żeby mieć w życiu jakiś punkt stały, niezmienny, do którego zawsze będzie można się odwołać. Na pewno jednym z nich jest dla mnie Witek. Spotkania z nim pozwalają mi zawsze uświadomić sobie parę prawd, które są może i banalne, ale o których często zapominam. Dziś uświadomiłem sobie, że niestety łykam wszystko jak łoś, młody łoś. Wierzymy czasem bardzo komuś lub czemuś, bo bardzo chcemy w to wierzyć, ale jesteśmy tylko zabaweczką, która można sobie uprzyjemnić życie. Jaki jest los zabaweczek, chyba każdy wie. Należy też zawsze pamiętać, że lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu. Bierzmy to co jest, a nie zastanawiajmy się nad tym, co by było gdyby, udało nam się zdobyć to co jest poza naszym zasięgiem. W przeciwnym razie, to co jest stracimy, a Eldorado to fajna idea, co nie zmienia faktu, że to idee fixe.

Uczciliśmy też dzisiaj w jakiś sposób pamięć Jacka Kaczmarskiego, słuchając sobie jego piosenek. Jest to dla nas ważna osoba, która niestety odeszła. W pewnym stopniu kształtowała nasze spojrzenie na życie w okresie liceum i początków studiów. Gdzieś tak w 1993 byliśmy wspólnie na koncercie Jacka Kaczmarskiego, Przemysława Gintrowskiego i Zbigniewa Łapińskiego w Teatrze Muzycznym. Był to program pt. “Wojna postu z karnawałem”. Pomimo tego, że nie słuchałem tych piosenek od paru lat, zauważyłem dziś, że wryły się jednak w moją pamięć. Pozwolicie na zakończenie, że zamieszczę poniżej tekst jednej z nich. Piosenka nosi tytuł “Ja”, tekst Jacek Kaczmarski:

Nie jestem piękny, a przyciągam wzrok,
Cieszy mnie wstręt w tworzących mnie spojrzeniach;
Sprytu nauczył mnie ułomny krok,
Co krok normalny w powód wstydu zmienia.
Wiem, że nawiedzam przyzwoite sny;
Bóg mnie spartaczył, jam wyrzut sumienia;
Dlatego wpełzam w dostojne zgromadzenia,
Gdzie racją bytu jest bezkarne – my!

A ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

W karczmie tak siadam, by mnie widzieć mógł
Każdy obżartuch najzdrowszy i pijak.
To, co mi Bóg dał zamiast zwykłych nóg
Wokół półmiska bezwstydnie owijam.
Tym, co mam w miejsce rąk, odpędzam psy
Węszące łatwy łup w chromego strawie
I traci nastrój biesiadników gawiedź,
Co śpiewa przy mnie swoje śmieszne – my!

Bo ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

Mam pod Ratuszem stałe miejsce, gdzie
Swój tors niezwykły wystawiam na pokaz:
Pomnik wyjątku, drżę z rozkoszy, że
Żadnego z radnych nie przepuszczę oka.
Gdy się dębowe już zatrzasną drzwi,
By przebieg obrad skryć prze losem plebsu
Wiem, że zdołałem trochę nastrój zepsuć
Tym, co tak godnie mówią, myśląc – my!

Bo ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

W farze na najświetlistszą włażę z ław,
Gdzie przed ołtarzem tęcza lśni z witraży,
By, kiedy wierni proszą – Boże, zbaw! –
Móc Mu pokazać, co z mej zrobił twarzy.
Więc patrzą na mnie, chociaż kapłan grzmi
Żeśmy jedynie niepoprawnym stadem,
Bom namacalnym przecież jest przykładem,
Że jest nieprawdą ich chóralne – my!

Bo ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

Nie jestem sam. Odmiennych nas jest w bród!
Wciąż otorbionych wstrętem i respektem.
Bóg dał z kalectwem pokusę nam – i głód,
By się związać w pokręconych sektę.
Partia Potworków! Rząd zatrutej krwi!
Ach, cóż za ulga – unormalnić skazy!
Nakaz szacunku, a nie gest odrazy,
Wystarczy – ja! ja! ja! – zmienić w – my!

Nie! Nie chcę wpływać i należeć!
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja! ja! ja!

To dobry moment, żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Pewnie mnie już nienawidzicie i nie dotarliście do tego miejsca. Dla
zuchwałych jest jednak nagroda.

From: chester
Subject: Fw: Re: Pierwsze moje piętno 🙁
Newsgroups: pl.rec.humor.najlepsze
Followup-To: poster

grupa: pl.pregierz
autor: macias
data: 2004-05-03
m-id: c73rii$hbj$1@nemesis.news.tpi.pl

Ariser wrote:

>> Pierwsze moje piętno na pl.pręgierz.
>> Niestety.
>> Dla mnie, mojej dziewczyny (od wczoraj ex) i dla losu.
>> Dla tego ostatniego, bo rzucił nas do różnych miast na studia.
>> Dla nas, bo nie potrafiliśmy się dogadać.
>> No i zostałem sam.
>> Ble.

nie martw sie przejdzie ci
jak widzę czasami moją ex z jej nowym facetem, to zawsze mi poprawia
humor fakt, że najpierw mi robiła loda, a teraz jemu daje buzi 😀

“Przypominam sobie – powiedział Krzyś – tylko Puchatek już dobrze nie Pamięta. I Puchatek chciałby, żeby mu ją znowu opowiedzieć bo on lubi prawdziwe historie, a nie wymyślone.”
A. A. Milne

(2004-05-31 01:08)

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie.

Długo zastanawiałem się co napisać. Coś pisałem, potem kasowałem, znowu zaczynałem z innej strony, ale jakoś to nie było to. Przepraszam Was z góry za to, co za chwilę przeczytacie, ale postanowiłem, że nie będę starał się ubrać tego, co czuję, w jakieś szczególne słowa, tylko napiszę ot tak, po prostu, co tam Wyzykowi w duszy gra. To nie jakieś organy i harfy, to tylko skromna harmonijka, ale za to gra szczerze (a że gra dziś różnie to inna sprawa).      Moim celem wysyłania  do Was tych dupereli jest uprzyjemnienie Wam, w jakiś tam sposób, tego dnia. Jeżeli mi się to udaje, to bardzo mnie to cieszy, jeżeli macie dosyć, to wyślijcie mi taką informację i nie będę Was już niepokoił. Dzisiaj nie do końca uda mi się zrealizować mój szczytny cel, ale postaram się, nie wypaść całkowicie z roli.      Dla mnie ten poniedziałek będzie miły i niemiły. Miły bo, w przeciwieństwie do większości z Was, nie muszę iść do pracy. Dwadzieścia cztery godziny ciszy, spokoju, normalności. Niemiły bo pewne rzeczy czasami człowieka dopadną, mimo tego, że wydawało mu się, że panuje nad sytuacją. No cóż, życie weryfikuje nasze wyobrażenia (straszny truizm, ale ciężko będzie mi dzisiaj od nich uciec, za co z góry przepraszam).     Opowiem Wam, jaka tajemną wiedzę udało mi się zdobyć tylko w dniu dzisiejszym.  Poznałem tajniki fizjologii. Dowiedziałem się, że w człowieku drzemie siła mocy i tydzień może wytrzymać bez spania.  Poznałem tajniki savoir-vivre. Wszyscy padają pijąc wódkę, ale nie podmiot liryczny pieśni, on nie jest głupi, on zdaje sobie sprawę z faktu, że wszyscy chcą go okraść, on pije oranżadę białą. Wszyscy pod stołem, on może śmiać się w kułak z nich, on taki jest sprytny. Poznałem tajniki agronomii. Holandia jest siłą w warzywach.  Poznałem tajniki geopolityki. Nie musicie obawiać się o postawę zachodnich sąsiadów. Niemcy nie wywołają już trzeciej wojny światowej. Nie jest to w ich interesie. Niemcy nas wykupią, a za sto lat granica niemiecka będzie przesunięta o dwieście kilometrów na wschód.  Poznałem tajemnice metafizyki. Okazało się, że pewne przedmioty materialne mogą zaginąć w nieokreślonych okolicznościach. Poznałem tajemnice mechaniki i elektryki. Dowiedziałem się, jak pracuje silnik traktora, a jeżeli nie ma prądu, to wodę można czerpać z wodociągu publicznego, bo studnie z pompami elektrycznymi nie działają, ale należy o tym wcześniej powiadomić, żeby można sobie było nabrać wody na zapas do pojemników wszelakiej maści i jest to rola sołtysa, żeby prawidłową informację przekazał. Poznałem tajemnice objawione. Z poufnych źródeł dotarła do mnie informacja (tylko błagam Was nikomu ani mru mru), że światem, tak naprawdę, rządzą cykliści. Nie dość, że rządzą światem, to jeszcze chcą zawładnąć kosmosem. Przygotowują wyprawę na Marsa. Na szczęście to się im nie uda! Pan Bóg im na to nie pozwoli! W momencie kiedy będą już na Marsa dolatywać, w celu perfidnej i podstępnej kolonizacji, spali ich swoim świętym ogniem słonecznym.     Wczoraj przed snem czytałem sobie opowiadanie Raymonda Chandlera “Będę czekać”. Bardzo lubię Jego książki i ten mroczny nastrój czarnego kryminału, którego akcja dzieje się w USA w latach 30/40 dwudziestego wieku (o kurcze, no mogę już tak napisać). Oczywiście zawsze mam przed oczami duszy mojej staje Humprey Bogart, jako głównego bohater jego opowiadań. Jak to powiedziała bohaterka tego opowiadania, niejaka Panna Eve Cressy:  “Jedno życie to wystarczająco wiele czasu, żeby popełnić mnóstwo pomyłek.” Życzę Wam, żebyście popełniali ich jak najmniej.

To dobry moment żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Pozwolicie, że dzisiejsza moja twórczość pozostanie prawie autorska, bez żadnych dodatków.

Ps. 1
Żeby nie było tak strasznie, to dołączę jednak mały prezencik.

Idzie zając przez las z prezerwatywami na uszach.
Spotyka go wilk:
– Zając po co ci te prezerwatywy na uszach?
– A bo jestem smutny, mam kiepski humor i w ogóle.
– No dobra, a prezerwatywy?
– Podkreślają mój chujowy nastrój….

“Ale oni zamiast Mózgów mają tylko szary puch, który przez pomyłkę został wdmuchnięty w ich głowy.”
(Kłapouchy)
A. A. Milne

(2004-05-24 01:40)

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie

No cóż w tym tygodniu pozwolę Wam moi drodzy odpocząć i nie będę się rozpisywał nad Karolinowem. Byłoby o czym, bo środę, czwartek, piątek i sobotę spędziłem znowu w Magicznym Miejscu (już słyszę te odgłosy zawodu, jęku i torsji). Pozwolicie, że w tym momencie zakończę. Przed paroma chwilami dowiedziałem się, że istniej ktoś szczególny, wyjątkowy, co bardzo mnie ucieszyło, ale i spowodowało, że łezki zakręciły się w oku. Coś się kończy, coś się zaczyna. Nie będę rosił mojej klawiatury łzami, bo byłoby to infantylne, a z wieku pensjonarki wyrosłem. Solennie obiecuję, że w przyszłym tygodniu się poprawię. Pozwolę Wam dzisiaj odpocząć (nie łudźcie się, to tylko na tydzień spadek formy).
Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Poniżej mały prezencik. Pozdrawiam wszystkie Koleżanki serdecznie i
gorąco, Panów chyba już nie muszę 🙂

50 powodów, dla których fajnie być mężczyzna:

1 Rozmowy telefoniczne załatwiasz w ciągu 30 sekund
2 Większość osób występujących w filmach porno to kobiety
3 Wiesz coś o czołgach
4 Na 5-cio dniowy urlop wystarcza ci jedna walizka
5 Nie musisz kontrolować życia seksualnego przyjaciół
6 Możesz samodzielnie otworzyć każdy słoik
7 Starzy przyjaciele nie współczują ci, gdy przytyjesz
8 Na pewno się nie pochlastasz, gdy ktoś płacze
9 Twój tyłek nie gra żadnej roli w rozmowach kwalifikacyjnych
10 Wszystkie twoje orgazmy są prawdziwe
11 Piwny brzuszek nie czyni cię niewidzialnym dla płci przeciwnej
12 Nie targasz ze sobą toreb wyładowanych niepotrzebnymi przedmiotami
13 Możesz sobie sam upolować żarcie
14 W warsztacie wszystko należy do ciebie
15 Nigdy nie potrzebujesz czyścić toalety
16 Możesz wziąć prysznic i ubrać się w ciągu 10 minut
17 Seks nie popsuje ci reputacji
18 Nawet, jeśli ktoś zapomni cię zaprosić, nadal pozostanie twoim przyjacielem
19 Twoja bielizna w opakowaniu po 3 szt kosztuje 18 PLN
20 Żaden współpracownik nie doprowadzi cię do płaczu
21 Nie musisz się golić poniżej głowy
22 Nie musisz spać, co noc obok owłosionego tyłka
23 Nikogo nie interesuje, ze w wieku 34 lat jesteś sam
24 Możesz napisać swoje imię sikając na śnieg
25 Wszystko na twojej twarzy zachowuje naturalny kolor
26 Przez 90% czasu, którego nie przesypiasz, myślisz o seksie
27 Trzy pary butów to więcej niż dość
28 Możesz publicznie jeść banana
29 Możesz mówić, co chcesz, bo zwisa ci to, co inni o tobie myślą
30 Gra wstępna jest dobrowolna
31 Nikt nie przerwie swojego świetnego brzydkiego dowcipu, gdy wchodzisz do pokoju
32 Mechanicy samochodowi mówią ci cala prawdę
33 Kompletnie cię nie obchodzi, czy ktoś zauważy twoja nowa fryzurę
34 Zawsze jesteś w takim samym nastroju
35 Potrafisz podziwiać Clinta Eastwooda nie pragnąc wyglądać tak jak on
36 Znasz przynajmniej 20 sposobów otwierania butelki piwa
37 Możesz siedzieć z rozłożonymi nogami niezależnie od tego, co na sobie masz
38 Taka sama praca – wyższe wynagrodzenie
39 Siwe włosy i zmarszczki wzmacniają twój charakter
40 Gówno cię obchodzi, czy ludzie rozmawiają o tobie za twoimi plecami
41 Mając do dyspozycji 400 mln plemników na “raz” możesz w piętnastu podejściach podwoić zaludnienie ziemi – teoretycznie
42 Pilot od telewizora należy do ciebie wyłącznie do ciebie
43 Ludzie nigdy nie rzucają okiem na twoja klatkę piersiowa, kiedy z nimi rozmawiasz
44 Kiedy inne chłopaki na imprezie noszą takie same ciuchy, może być, ze znajdziesz kumpli na cale życie
45 Śmierć księżnej Diany to tylko kolejny nekrolog
46 Przygodne, mocne bekniecie będzie zawsze tak dobre, jak oczekiwałeś
47 Nigdy nie zmarnujesz szansy na seks, bo “nie jesteś w nastroju”
48 Filmy porno są kręcone według twoich wyobrażeń
49 To, ze nie lubisz jakiejś dziewczyny nie wyklucza uprawiania z nią wspaniałego seksu
50 Co to do diabla jest cellulitis?

“Tak – powiedział Kubuś Puchatek. – Teraz już rozumiem – powiedział -byłem gapą, strasznie głupim gapą. Jestem po prostu Miś o Bardzo Małym Rozumku.”
A. A. Milne

(2004-05-17 01:11)

Wtaj miły poniedziałku

Witam serdecznie

Wiem, wiem dzisiaj troszkę spóźniony, ale na posterunku jednak się stawiłem. Dostałem parę monitów wyrażających głosy zaniepokojenia, rozczarowanie, wręcz pewnej histerii, że poniedziałek się kończy a tu nic. Zima w tych skrzynkach odbiorczych i nic tu nie pomoże nerwowe klikanie co minutę myszką. No cóż, musicie mi wybaczyć Moi Drodzy, ale chyba nie wyobrażacie sobie, że mógłbym o Was zapomnieć (próżne nadzieje). Co mogę powiedzieć na swoje usprawiedliwienie rozgoryczonym i rozdrażnionym fanom mojej Twórczości. Spędziłem bardzo miłą i uroczą niedzielę na działce w Karolingowie. Krótko mówiąc śmierć leszczom. Wyjeżdżając rano w niedzielę z  Łodzi miałem oczy pełne deszczu. Wycieraczki w samochodzie nie nadążały z wycieraniem, tak padało. Kto jednak nie ryzykuje ten nie griluje. Ja po prostu wiedziałem, że Tam będzie świecić słońce, bo Tam przecież zawsze Ono świeci. No cóż, moje przekonanie zostało wystawione na ciężką próbę (i nie tylko moje, były pewne jednostki słabe duchem i wiarą). Po przejechaniu 70 kilometrów wycieraczki ledwo już zipały. Ja byłem jednak niezłomny w mojej wierze. No cóż Mojżeszowi się udało, dlaczego ja miałbym ponieść porażkę. Dojechałem do Smardzewic, gdzie zatrzymaliśmy się na drobne zakupy i lody. Notabene, jeżeli będziecie kiedyś w Smardzewicach, nad Zalewem Sulejowskim, koniecznie musicie skosztować miejscowych lodów włoskich. Budka mieści się obok sklepu, naprzeciwko remizy strażackiej. Najlepsze lody włoskie po zachodniej stronie zalewu. Wysiedliśmy z samochodu, patrzę na niebo, a tu nie tylko, że nie pada, to jeszcze słonko przez chmury się nieśmiało przedziera. Myślę sobie jest dobrze. Już pewniejszy siebie, mówiąc z przekonaniem i obojętną miną starego działkowicza, że wiedziałem, że tak będzie, poprowadziłem samochód w stronę wschodzącego słońca. Im bliżej Magicznego Miejsca tym było coraz lepiej. Powiem na zakończenie tylko tyle, że był gril, były spacery po lesie (nawet nie zdawałem sobie sprawy jak pięknie wygląda las na wiosnę skąpany w słońcu, przykryty dywanem soczystej zieleni jagód) no i ta plaża w promieniach zachodzącego słońca, ta plaża z wiatrem smagającym nasze twarze i targającym moje 5 milimetrowe włosy. To dobry moment żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
No cóż dzisiaj tak trochę romantycznie wyszło, ale po pierwsze primo wróciłem do domu dziś z pracy o 23 i łaknę romantyzmu, a po drugie primo jakoś tak mi się zrobiło po tej wizycie na działce romantycznie.

Ps.1
Znowu wyszło jakoś tak dużo, a miałem się streszczać, muszę popracować na formą (to pewnie przez ten romantyzm).

Ps.2
Obiecuję, że za tydzień będzie już normalnie ;-P

Ps.3
Poniżej jest już krótko i na temat.

„Wraca dresiarz z Paryża i opowiada swojej żonie, co tam  widział:
Wiesz Zocha, idę, patrzę, a tu wielki plac! Patrzę na lewo…ochujeć można !!!
Patrzę przed siebie…O rzesz kurwa mac !!!
Patrzę na prawo…O ja cię pierdolę…
Zocha zaczyna płakać.. Dres pyta:
– Zocha, co Ci się stało ?
Ta odpowiada:
– O Boże, jak tam musi być pięknie…  !!!”

“Tak – powiedział Kubuś Puchatek. – Teraz już rozumiem – powiedział – byłem gapą, strasznie głupim gapą. Jestem po prostu Miś o Bardzo Małym Rozumku.”

A. A. Milne

(2004-05-11 00:48)

Wtaj miły poniedziałku

Witam serdecznie

Ten poniedziałek, może wyjątkowo, nie był tak miły jak poprzedni. Niestety spędziłem go w pracy. Za to piątek, sobotę i niedzielę spędziłem w Karolinowie. Dlatego też dzisiaj, pozwolę podzielić się z Wami paroma krótkimi uwagami natury osobistej. Wszystkim tym, którzy pomogli mi je przeżyć, bardzo dziękuję za tak urocze chwile. Kto nie był, niech żałuje. Z niektórymi z Was udało mi się nawet przywitać godnie Unię i znaleźć sie w niej w iście polskim stylu. Złożyliśmy swoje zdrowie na ołtarzu wspólnego dobra. Wiadomo, że gwiazdek przybyło, wiadomo również, że każdą gwiazdkę trzeba uhonorować, aby nie spadła z nieba. Wiadomo, że każda z gwiazdek jest pięcioramienna i nie można było pozwolić, żeby tak sobie wisiały, ot tak niedbale. No cóż, gdyby nas ktoś zobaczył w nocy z piątku na sobotę, nie uwierzyłby, że w Polsce żyją tak zagorzali euroentuzjaści. Zrozumieliśmy jednak swoją historyczną misję i pogodzeni ze swoim losem stanęliśmy na wysokości zadania. O piątej, minut trzydzieści, w sobotę, kiedy słońce już wstawało, dookoła kwiliły ptaki, przytłaczała nasz wszechogarniająca, soczysta zieleń lasu, trzech Polaków, już Europejczyków, przybrało na tarasie postawę, no może niebyt zasadniczą, i cichutko, z ledwie ukrywanym wzruszeniem i łzami w oczach zaśpiewało:

Czytaj dalej Wtaj miły poniedziałku

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie

Cóż poprzedni poniedziałek nie udało mi się powitać, za co z góry wszystkich przepraszam. Wiem, że Wszyscy chodziliście na głodzie prawie dwa tygodnie i czuliście sie nieswojo. Poprzedni poniedziałek natomiast był naprawdę miły (przynajmniej dla mnie), bo spędzałem go na działce w Karolinowie. Teraz chyba rozumiecie, że zielona trawka, śpiew ptaków i łono natury (niestety tylko natury) zwyciężyło. Przyszły poniedziałek natomiast, zapewne w przeciwieństwie do 99% z Was, ja będę spędzał w pracy. Dlatego też, na pewno nie ominie Was ta ogromna, cotygodniowa przyjemność spotkania się z moją skromną osobą. Dwa przedostatnie poniedziałki starałem się witać raz bardziej refleksyjnie, raz bardziej ludycznie. Mam nadzieję, że dzisiaj uda mi się zadowolić wszystkich z Was. Znajdziemy w poniższej przypowieści, zaczerpniętej z otchłani internetu, szczyptę filozofii, nutę refleksji, jak również ogromną dawkę chleba i igrzysk.

Ps. 1

Cały ten dzisiejszy wywód jakiś duży się zrobił (łącznie z historyjką poniżej), ale warto przeczytać do końca!!! Wiem, że kultura obrazkowa jest w natarciu, ale nie poddawajmy się, jak nie my to kto?!

Ps. 2

Witam bardzo serdecznie wszystkie nowe ofiary mojego chorego ego :->

Pozdrawiam

WYZYK

Czytaj dalej Witaj miły poniedziałku

Witaj miły poniedziałku czyli Alleluja

Witam serdecznie

Dzisiaj poniedziałek nadejdzie trochę wcześniej niż zwyczaj. Nie
będzie żadnej historyjki z morałem (domyślam się, że wszyscy
odetchnęli z ulgą). Dzisiaj będą życzenia.  Z okazji świąt życzę Wam
moi drodzy wszystkiego naj, naj, naj… Dużo spokoju, ciepła,
cierpliwości i pogody ducha. W załączniku mały prezencik tematyczny.
Czytaj dalej Witaj miły poniedziałku czyli Alleluja

Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie

Cóż poprzedni poniedziałek postanowiłem przywitać bardziej refleksyjnie, lecz moje szczytne zamiary spotkały się z pewnym niezrozumieniem umysłów mniej wysublimowanych intelektualnie. Dlatego też, ten poniedziałek przywitam w sposób bardziej tradycyjny. Niech tradycji stanie się zadość. Oto chleb i igrzyska dla wszystkich.

Pozdrawiam

WYZYK

Czytaj dalej Witaj miły poniedziałku

Wyzyk & T-1000