Witaj miły poniedziałku – zima, Grembach i Niciarniana czyli zimowo, bajkowo i parkowo

Witam serdecznie,

jak już wspominałem nie lubię zimy, ale taka jak była w minioną niedzielę 13 stycznia roku Pańskiego 2013 jest do przyjęcia. Było śnieżnie, bajkowo i zdjęciowo, aż się spacerować chciało, toteż spacerowaliśmy z nieskrywaną przyjemnością. Dla porządku kronikarskiego, zmuszony jestem w tym miejscu nadmienić, że odrobiną dziegciu w tym garncu śniegu był kompletny brak słońca, co ujęło cząstkę urokliwości tych chwil.

To tyle o niedociągnięciach przyrody, poza tym było ciepło (oczywiście jak na ta porę roku i na moje odczuwanie temperatury :)),  bezwietrznie, bezopadowo i bezśladowo, biało i puszyście – śnieg prószył od piątku wieczorem, niemalże nieprzerwanie do niedzieli, toteż dominującym akcentem otaczającego krajobrazu były nieskalane połacie bieli. Tyle zachwytów, reszta jest patrzeniem.

 Te urocze widoki (zapraszam do galerii Ziemia obiecana i albumu Zima, Grembach i Niciarniana), miałem przyjemność podziwiać w parku im. gen. M. Zaruskiego, o którego istnieniu, wstyd się przyznać, nie wiedziałem, a który jest miejscem bardzo urokliwym, godnym polecenia na niedzielny spacer.

Ku mojemu zdziwieniu odkryłem, że w Łodzi są 34 parki publiczne, z których 11 wpisano do rejestrów zabytków.

Obecnie na terenie miasta pozostało 2378 ha lasów. Do największych zwartych kompleksów leśnych leżących w granicach miasta należą Uroczysko Łagiewniki o pow.1256,23 ha, Uroczysko Lublinek o pow. 90,43 ha oraz Uroczysko Ruda Popioły o pow. 64,30 ha. Na ślady dawnych lasów w postaci wiekowych drzew trafimy również w najstarszych i największych łódzkich parkach: Piłsudskiego, Poniatowskiego, Źródliska (I i II), Mickiewicza i 3 Maja. Łączna powierzchnia parków miejskich w Łodzi wynosi 503,8 ha, na terenie miasta znajduje się ich ponad 30, dodatkowo do terenów o charakterze parkowym zaliczyć możemy: Ogród Botaniczny, Miejski Ogród Zoologiczny oraz cztery ośrodki sportu i rekreacji o łącznej powierzchni 171,1 ha. 11 parków łódzkich wpisanych jest do rejestru zabytków. Wskaźnik udziału terenów zielonych w stosunku do powierzchni miasta wynosi ok. 30% i kształtuje się na poziomie standardów europejskich. [Dane pochodzą ze stron internetowych oraz dokumentów Urzędu Miasta Łodzi]

 

parki_Lodz

źródło: Spacery po zielonej Łodzi – łódzkie parki.

Swoją drogą jak człowiek mało wie o miejscu, którym spędza praktycznie całe swoje życie. Zadumałem się i zasmuciłem się nad swoją niewiedzą.

Grembach baraki dobre chłopaki

Grembach – zaskoczył mnie kompletnie i całkowicie i tu podziękowania dla Hudego, który skierował nasze kroki w te strony. Tyle razy człowiek przejeżdżał obok, na wyciągnięcie ręki i nic nie wiedział o istnieniu tego miejsca.

Co do pochodzenia nazwy Grembach zdania są podzielone oczywiście, można powiedzieć, że szkoły są dwie: jest szkoła niemiecka i szkoła niemiecka.

Dzisiaj intryguje łodzian nazwa tego zakątka: Grembach. Na pierwszy dźwięk tego słowa wyczuwa się jego niemieckie pochodzenie. Takiego zdania jest również żurnalistka “Dziennika Łódzkiego”, skoro twierdzi, że nazwę tę nadali mieszkający tam Niemcy (?). Istnieje portal internetowy, na którym również próbuje się ustalić źródłosłów tej nazwy. Internauci są zdania, że ma ona coś wspólnego z zielenią od niemieckiego “grün”. Jedni uważają, że to od zieleni, której było tu sporo, pierwotnie miejsce to nazwano Zielone. Inni, w tym wspomniana żurnalistka, są zdania, że Grembach to pierwotnie Grünbach, co z kolei oznacza Zielony Potok. Faktycznie, niewielki strumyczek sto lat temu tamtędy przepływał. Źródła jego znajdowały się na dzisiejszej Radiostacji, pomiędzy obecnymi ul. Narutowicza i Pomorską, płynął na południe, równolegle do ul. Niciarnianej i wpadał do Jasieni. Wody jego szybko wypiła wybudowana nad nim Fabryka Nici i przekształciła go w kanał odprowadzający ścieki do rzeki Jasień (obecnie przebiega pod ziemią w kierunku ulicy Tunelowej). Inne cieki wodne, owszem, niekiedy koloru zielonkawego, pojawiały się na wielu ulicach, tuż przy krawężnikach, ale chyba nie od nich zaczerpnięto by nazwę Grünbach…

    Czy w ogóle kiedykolwiek Grembach był Grünbachem? Może od tego pytania należałoby zacząć. Wydaje się bowiem, że z Grembacha zrobiono Zielony Potok, bo tak było najprościej. W epoce komputerów pracuje się na skróty. Po co badać źródłosłów nazwy sięgając do źródeł osobowych czy pisanych, skoro jest komputer, a w komputerze translator. Wystarczy wyszukać w języku niemieckim słowo najbardziej zbliżone do słowa Grembach, kliknąć enter i mamy zagadkę rozwiązaną… Otóż nic bardziej błędnego. Wcale nie rozwiązaliśmy zagadki, ale podaliśmy błędną odpowiedź.

    Spotkałem się z jedynym dokumentem urzędowym i planem miasta zarazem, na którym tą nazwę naniesiono. Mapa rewirów policyjnych Łodzi z 1913 r. zawiera nazwę Grynbach. Obok niej widnieje nazwa ulicy Pogranicze, centymetry dalej Pograniczna i Kresowa – może to jest jakaś wskazówka? Istotnie, wtedy, przed I wojną światową południową granicę Grembacha wyznaczała linia kolejowa do Łodzi Fabrycznej, a wschodnią mury Fabryki Nici. Od wschodu i północy roztaczał się bezkres pól uprawnych. Tam miasto się kończyło. Tam były wschodnie kresy Łodzi, jej wschodnia granica. Wytyczała ją droga graniczna, biegnąca ukośnie z południowego-wschodu ku pagórkowi na północnym-zachodzie. W latach dwudziestych XX w. postanowiono wzdłuż tej drogi wybudować nową linię kolejową, łączącą stację Widzew ze Zgierzem.

    To właśnie ta linia wyznaczała przez wiele, wiele lat granicę Łodzi i zarazem tego osiedla. W języku niemieckim Grenzbühl to pagórek graniczny, grenzbüh to rozgraniczać. Istotnie, rodowód nazwy Grembach jest niemiecki, a bierze się od Grenzbühl albo grenzbüh. Przez lata ta nazwa oddawana była językowej obróbce, przechodziła różne fazy: Grenzbühl (Grenzbüh) – Grynsbach – Grynbach – Grenbach – Grembach. Ciekawy proces polonizacji niemieckiej nazwy. Należy zapamiętać i przekazywać pokoleniom to, że Grembach nie wywodzi się od niemieckiego Grünbach, ale od Grenzbühl (Grenzbüh) i nie oznaczał pierwotnie Zielonego Potoku, ale Wzgórze Graniczne (rozgraniczenie), coś co położone jest na pograniczu, na kresach miasta.

źródło: Grembach story

 

Grembach

 

Nie do końca czułem się komfortowo w tym miejscu z aparatem. Miałem poczucie, że wdzieram się nieproszony w czyjeś życie. Zapewne spowodowało to, że finalnie nie zrobiłem zbyt wielu zdjęć, ale i temat jest trudny i ciężki do pokazania. Jedna z mieszkających tam osób zapytała nas dlaczego przyszliśmy fotografować to miejsce, przecież tu wokół są tylko ruiny. Zrobiło mi się głupio. Dla nas jest to atrakcja, dla osób tam mieszkających smutna rzeczywistość. Pani, z którą rozpoczęliśmy rozmowę, bardzo przemiła osoba, opowiedział nam o czynszu w wysokości 400 zł za mieszkanie o powierzchni 33 m2. Opowiedziała nam o dzikich lokatorach, zamieszkujących każde z mieszkań – o Panu Grzybie i Pani Wilgoci. Do czynszu dokładają się niechętnie, a administracja nie może tolerować dzikich lokatorów, toteż czynsz podnosi. Wszystkie naprawy mieszkańcy wykonują na koszt swój (np. wymiana okien na nowe), a administracja czynsz podnosi. Remont podnosi standard, a administracja czynsz podnosi . Mieszkania zimą są niedogrzane, domy popadają w ruinę, chodniki są poniżej poziomu drogi, wiosną i jesienią zamieniają się w malownicze rozlewiska rzeki Jasień. Latem jest fajnie, jest dużo kwiatów, zieleni, spokoju i ciszy. Można usiąść przed domem napić się kawy, porozmawiać ze znajomymi.

W tym miejscu doznałem olśnienia. To idealny pomysł dla władz naszego miasta na rozwiązanie wszystkich łódzkich bolączek. Zamiast dbać o mieszkańców, trzeba zadbać o zmianę klimatu. Problemy prysną same jak te bańki mydlane. Przecież mamy łódkę w herbie, co prawda na razie to bardziej łódka Bols niż arka Noego, ale przystań żeglugi śródlądowej już władze Miasta naszego budują w okolicach skrzyżowania ulicy Kilińskiego z ulicą Składową – niebawem pożeglujemy w ciepłe kraje.

“Znów wędrujemy ciepłym krajem malachitową łąką morza…” – tak jakoś mi się skojarzyło i nie mogłem się powstrzymać 🙂

Wracając zaś do tematu. Fabryczna już była, Kaliska już była, Chojny już były, brakuje Niciarnianej. No cóż, za dużo o Niciarnianej powiedzieć nie można, zatem dla kronikarskiego porządku pożegnajmy się z nią w milczeniu.

Niciarniana

Niciarniana

Niciarniana

Minął tydzień i zima już nie jest taka miła, przestała już mi się podobać, już tęsknie za wiosną, a prognozy na najbliższy tydzień są przerażające, minus 20°C i gargantuiczne opady śniegu, rozpoczyna się zimowy koszmar.

To dobry moment żeby zakończyć.

Pozdrawiam
WYZYK

Ps.
Jako że Grembach jest miejscem ciekawym, a zarazem budzącym wiele emocji i skrajnych opinii zamieszcza poniżej kilka linków na jego temat, które odnalazłem w sieci:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*