Czego jest mi żal?

Witam serdecznie,

no trochę czasu minęło, znów coś złego nas wchłonęło (o tym może następnym razem) tymczasem zaś witam Was serdecznie w ten zły, dżdżysty wrześniowy wieczór. Wczoraj było jeszcze lato, trzydzieści stopi w cieniu, a dziś (13.09.2012) obudziłem się i za oknem “ta jesień rozpostarła melancholii mglisty woal”. Co roku ta chwila mnie zaskakuje i co roku nie mogę się na nią przygotować choćbym chciał. I co roku w tym dniu nucę sobie słowa “Minął sierpień, minął wrzesień, znów październik…”. Są to słowa, które bez mej woli i wiedzy zamieszkały gdzieś w mojej głowie, lat temu wiele i niczym “miłości pajęczyna co oplotła drżący dwukwiat naszych ciał” co roku oznajmiają mi ten smutny dla mnie czas.   Zasłuchuję się w ich  kunszt, zaczynam nucić pod nosem i po chwili zapominam już o długich złych miesiącach, które są tuż tuż i pukają do mych drzwi. Ciemno, zimno, mokro, ciemno, zimno, mokro, ciemno. Zapewne, być może, z dużą dozą prawdopodobieństwa już wcześniej raczyłem Was tą perełką, ale perły są zawsze w cenie. Słucham z podziwem, słucham z zazdrością, słucham z uwielbieniem i nie mogę przestać. Zapraszam Was również na ucztę, łatwiej będzie znieść zły czas “Tęsknoty dojmującej i łzy przełkniętej wpół”.

Pozdrawiam
WYZYK