Cienko przędzie przędzalnia cienkoprzędna Henryka Grohmana

Dusza nie wychodzi na fotografii.*

Podobno oczy są zwierciadłem duszy. Czy miejsce, w którym wydarzyło się tyle różnych historii, tych dobrych i tych złych, o których nigdy się nie dowiemy, bo nie były to historie te wielkie i te doniosłe, tylko moje, twoje, nasze, małe radości, drobne smutki, czasami wielkie tragedie, może mieć duszę. Co jest jego zwierciadłem? Co jest zwierciadłem dusz, dla których miejsce to było światem całym. I kiedy również ono odejdzie w niepamięć, tak jak odeszli ci, którzy wypełniali je sobą, co się stanie z duszą jego? Co się stanie z ich duszami? Co stanie się?

Niedziela, 25 marca 2012, była dniem radosnym. Miło było spacerować z aparatem w pierwszych wiosennych promieniach słońca. Mała objazdówka po centrum głównie skupiła się na ulicy Tymienieckiego, gdzie spędziliśmy najwięcej czasu. Nie miałem większego planu na ten spacer, ale miejsce, w którym się znaleźliśmy samo narzuciło mi temat, choć uświadomiłem to sobie dopiero po powrocie do domu. Wbrew radosnej oprawie dnia, ze zdjęć przebijał nieokreślony smutek, którego nie dostrzegłem w pełni w blasku słońca. Spoglądał on teraz na mnie wieczorem z utrwalonych cyfrowo chwil przeszłych i jakże wyraziście już dokonanych. Czy na zdjęciach dostrzegłem duszę tego miejsca starą, samotną i zapomnianą? Chwile ułożyły się same w historię.

„Oni zamiast Mózgów maja tylko szary puch, który przez pomyłkę został wdmuchnięty w ich głowy. Oni po prostu nie myślą.”**

Do rozpaczy doprowadził mnie fakt, że nie ma w Internecie żadnej łatwo dostępnej informacji o tym zabytku. Przecież mamy ich w Łodzi na kopy, po co się trudzić nieprawdaż. Jest na budynku powieszona tabliczka z krótką informacją w języku polskim i angielskim i na tym koniec. Ten tekst, który i tak został już przez kogoś napisany, nie jest nawet umieszczony na żadnej stronie o Łodzi. To ciężko nawet nazwać po prostu głupotą. To jest jakaś już przerażająca indolencja umysłowa, intelektualna osób, które zajmują się nie tylko zabytkami w naszym mieście.

W teorii jest pięknie. Zespół przędzalni cienkoprzędnej Henryka Grohmana jest wpisany do ewidencji zabytków, uwaga – 20.01.1971 (Nr rejestru zabytków: A/44, Nr ewidencji zabytku: 794a). I co się wydarzyło przez te 41 lat bycia zabytkiem – wiele dewastacji. Udało się .abytek doprowadzić prawie do całkowitej ruiny. No cóż zapewne ..bytku wyburzyć ot tak sobie nie można (choć jak pokazuje życie, są wyburzenia w Łodzi, które wojewódzkiemu i miejskiemu konserwatorowi …ytków się nie śniły), ale Pan Czas i Pan Upływ są nieubłagani. Jak się ….tek sam rozsypie, znaczy się zrządzenie losu złego było. Kto mógł przewidzieć taki wstrząsający, zaskakujący i tragiczny finał historii …..ku.

Można by sądzić że teraz przesadzam i dramatyzuję. Przecież wyburzają stare rudery. Można by, gdyby nie rzeczywistość niemocy, braku kompetencji i łamania prawa w świetle prawa: Wyburzenie zabytkowej willi Bluma, Kolejne wyburzenie zabytkowego budynku w Łodzi? Konserwator zabytków interweniuje, Akt oskarżenia w sprawie pałacyku na Zgierskiej, Pożar zajezdni Dąbrowskiego: strażacy zakładają podpalenie, Fabryka Biedermana nielegalnie rozebrana?. I tak się kręci od lat. Konserwatorzy zabytków złoszczą się, zabytki się wyburzają, jak się nie wyburzą to się podpalą, konserwatorzy złoszczą się ponownie, a wiadomo złość piękności szkodzi, więc powinniśmy współczuć konserwatorom. Czym sobie zasłużyli na taką niewdzięczność losu? Zawsze na to wyburzenie spóźnią się o mgnienie skrzydła motyla. A jak już się wali i pali to co można zrobić. Już niewiele – złościć się, oburzać, grozić palcem. I tak od wyburzenia do wyburzenia, a uroda przemija nie tylko w nas. Już nawet sama Pani Prezydent ( a może Prezydenta) pogroziła palcem. Zapewne wszyscy deweloperzy w Łodzi siedzą już zestrachani cali w swoich biurach i boją się buldożera na ulicę wypuścić. I nie wiem już czy śmiać się czy płakać kiedy widzę, że rządzi nami Gang Olsena. Klawo jak cholera.

Poniżej zamieszczam tekst który jest na tabliczce (tabliczka C, czyli można suponować, że był jakiś przebłysk, przebłysku zamysłu) umieszczonej przy drzwiach wejściowych do przędzalni:

„Przędzalnia cienkoprzędna Henryka Grohmana.

Budynek fabryczny powstały w 1888 r. dla Henryka Grohmana, najstarszego syna założyciela firmy – Traugotta. Ulokowano go w południowo-wschodnim narożu terenu należącego do Grohmanów przy granicy z Księżym Młynem. Projektantem wolnostojącej budowli był najprawdopodobniej architekt Hilary Majewski. Czterokondygnacyjna przędzalnia zaprojektowana została na niemal kwadratowym planie i mieściła  we wnętrzu hale produkcyjne wsparte na systemie żelaznych słupów ustawionych w 6 rzędach. Znajdowały sie tu ponadto magazyny i warsztaty, od zachodu wznosił się parterowy budynek z pomieszczeniami maszyny parowej, któremu towarzyszył wysoki komin (nie istnieje). Przędzalnię ozdabiały dwa dekoracyjne szczyty (zachowane w dolnych partiach). W elewacji południowej wznosi się charakterystyczna, prostopadłościenna wieża wodna służąca w dolnych kondygnacjach komunikacji między piętrami. Poprzedza ją od ulicy parterowy budynek dawnych warsztatów i portiernia (dziś restauracja).”

To dobry moment żeby zakończyć.

Pozdrawiam

Wyzyk

*Jan Twardowski
**A. A. Milne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*