Bitwa Łódzka 1914 roku

“Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie.”
George Santayana
 

Śmierć, zniszczenie, chaos, krew, cierpienie, setki tysięcy ofiar– taki obraz miałem przed oczami po lekturze artykułów na temat “Bitwy Łódzkie”. Smutek, żal, poczucie olbrzymiej tragedii gdzieś we mnie pozostało na zawsze. Łodzianinem jestem od lat kilkudziesięciu, z dziada, pradziada rzec by można. Historią się interesuję. Kiedyś interesowałem się częściej, więcej, bardziej (stąd zapewne moje zapędy, aby od czasu do czasu uraczyć Was jej odrobiną) to fakt, ale pomimo moich zainteresowań, z dużym wstydem i smutkiem muszę przyznać, nie miałem pojęcia o “Bitwie o Łódź”. Jak się zresztą okazało po lekturze materiałów, które znalazłem zupełnie przez przypadek, nie tylko ja. To wcale mnie nie pocieszyło. Jest to smutne, tragiczne i wstrząsające, że taka wielka tragedia może tak łatwo odejść w nicość, tak łatwo może pochłonąć ją niepamięć. Pierwsza wojna  światowa wybuchła 28 lipca 1914, zakończyła się 11 listopada 1918. Bitwa o Łódź miała miejsce w listopadzie – grudniu 1914 roku. Czytaj dalej Bitwa Łódzka 1914 roku

Trzy en

Dzisiejszą pogadankę sponsoruje literka N. Trzykrotnie.

N jak niebezpieczny
Informacja ma to do siebie, że aby ją przetworzyć trzeba wejść w jej posiadanie. Aby sprawdzić co zawiera nieopisana płyta CD trzeba ją odtworzyć. Podczas wojny listy wysyłane z frontu były cenzurowane aby upewnić się, że żołnierze mimowolnie nie zdradzają tajemnic wojskowych. Aby cenzura była skuteczna każdy list tzeba było przeczytać. Nie da się ocenzurować listu bez otwierania go i bez zapoznania się z jego treścią.

Do tej pory ochrona “własności intelektualnej” dotyczyła obiektów materialnych. Piraci tłoczyli płyty winylowe, dyski CD lub przegrywali taśmy VHS. Takie podróbki można było łatwo rozpoznać po opakowaniu. Powszechna cyfryzacja mediów zmieniła całowicie mechanizm kopiowania. Kopia jest idealna (czasami może być nawet lepsza od oryginału bo nie zawiera zabezpieczeń przed kopiowaniem lub reklam), łatwo jest ją przesłać, może występować w dowolnym opakowaniu.

Jeśli zdecydujemy się na blokowanie jakiejkolwiek informacji – nie tylko pirackich filmów i nagań ale także treści politycznych lub uznawanych przez społeczeństwo za niechciane (np. pornografii dziecięcej lub treści faszystowskich) – natychmiast pojawia się problem z rozpoznaniem co ma a co nie ma podlegać blokowaniu. Czy załącznik wysłany od jednej osoby do drugiej zawiera treści “niechciane”? Jak to sprawdzić?

Jedynym rozwiązaniem jest, cytując klasyka: permanentna inwigilacja. Aby rozpoznać co jest dopuszczalne a co nie, ktoś musi przeglądać wszystkie wysyłane listy, wszystkie wiadmości, wszystkie emaile. Jeśli zostawimy choć jedną furtkę uchyloną to natychmiast zostanie ona wykorzystana do rozpowszechniania informacji. Dotyczy to nie tylko sfery internetowej. Zakazane treści można nagrać na DVD i przesłać w liście.

Ochrona “własności intelektualnej” a dokładniej kontrola dystrybucji informacji wymaga naruszenia prawa do prywatności. Bez wglądu w prywatną komunikację każdej osoby jest ona niemożliwa. Nawoływanie do wprowadzenia takiej kontroli jest zatem bardzo niebezpieczne bo prowadzi do państwa totalitarnego.

N jak nieskuteczny
Przypuśćmy, że decydujemy się w imię zwiększenia przychodu Hołdysa na wprowadzenie powszechnej kontroli przekazywanej informacji. Co zrobić w sytuacji gdy nieposłuszni obywatele zaczną szyfrować transmisję? Już teraz komunikacja między bankami jest szyfrowana, co więcej, Google pozwalają na zadawanie zapytań wyszukiwarce szyfrowanym kanałem. Co zrobić jeśli złapaliśmy pirata ale wszystkie dowody znajdują się na jego zaszyfrowanym dysku? Jak zmusić go do podania hasła? Co zrobić gdy powie, że zapomniał? Czy można wsadzić kogoś do więzienia za słabą pamięć?

Można sobie wyobrazić, że wzorem byłego Związku Radzieckiego zakazujemy używania narzędzi do szyfrowania. Wprowadzamy prawo mówiące, że narzędzia szyfrujące są nielegalne i może z nich korzystać tylko wojsko lub policja. Nie rozwiąże to jednak problemu gdyż istnieje sposób ukrycia informacji tak aby nie wyglądała na zaszyfrowaną. Sposób ten nazywa się steganografią. Polega on na połączeniu dwóch strumieni informacji: właściwego – tego który chcemy ukryć – oraz zasłony dymnej, całkowicie legalnej i wyglądającej niewinnie informacji. Przykładem steganografii jest drobna zmiana koloru poszczególnych punktów w obrazie przedstawiającym las. Te drobne zmiany zakodowują właściwą informację. Bez wiedzy o tym, że zdjęcie lasu zawiera jakiś podtekst nie będziemy nawet wiedzieli, że jest w nim ukryta informacja. Poza tym jeśli ktoś nielegalnie rozpowszechnia muzykę to dlaczego miałby przejąć się tym, że korzysta z nielegalnego szyfrowania. To trochę jak ze starym powiedzeniem: jeśli posiadanie broni jest nielegalne to tylko przestępcy będą ją posiadali.

Delegalizując informację rozpoczyna się wyścig zbrojeń, w którym rząd zawsze jest o jeden krok za piratami. A bycie o jeden krok do tyłu oznacza, że informacji jednak nie udało się zatrzymać.

N jak niepotrzebny
Załóżmy jednak, że żyjemy w tym teoretycznym państwie policyjnym, gdzie całość korespondencji jest podglądana, wszystkie rozmowy kontrolowane, narzędzia do szyfrowania nielegalne a społeczeństwo tak zindoktrynowane, że donosiciele skutecznie przeciwdziałają używaniu steganografii. Czy wtedy artyści wreszcie będą mogli swobodnie tworzyć nie martwiąc się o swoje dochody? Czy rozkwitnie kinematografia? Czy na każdym rogu powstaną kina a liczba kręconych filmów wzrośnie dziesięciokrotnie?

Ci którzy piracą mają do dyspozycji już w tej chwili możliwość kupienia filmu czy piosenki. Nie robią tego albo dlatego, że ich nie stać (lub uważają, że żądana cena jest zbyt wysoka) albo są kompulsywnymi kolekcjonerami fanatykami (czyli ściągają wszystko co im wpadnie w ręce nawet tego nie oglądając) albo nie mają możliwości legalnego zakupu produktu (bo jest na przykład dostępny tylko w innym kraju). W żadnym z tych przypadków zlikwidowanie dostępu do wersji pirackiej nie spowoduje kupienie produktu. Trudno wyobrazić sobie aby ktoś kupował wszystkie wydane filmy na płycie BlueRay w cenie 100zł sztuka.

Z drugiej strony istnieją całe gałęzie przemysłu, wielokrotnie obrotem i zyskami przekraczające branżę multimedialną, które nie korzystają z ochrony praw autorskich. Przykładem: moda, przemysł meblarski i samochodowy. Jeśli chcę to mogę zrobić sukienkę dokładnie taką samą jak Dior i dopóki oznaczę ją metką swojej firmy jest to całkowicie legalne. Podobnie można skopiować wygląd Mercedesa i dopóki na jego masce nie umieszczę trójramiennego logo to mogę go legalnie sprzedawać. Branże te radzą sobie doskonale korzystając jedynie z ochrony znaku towarowego. Czyli można sprzedawać podróbki pod warunkiem, że klient wie, że to podróbka a nie oryginał.

Producenci ubrań konkurują jakością i świeżością pomysłów. Łatwość kopiowania zmusza ich do wprowadzania coraz to nowych modeli i rozwiązań. Co roku pojawiają się nowe karoserie samochodów. Przemysł meblarski też ma swoje mody. Zyskuje na tym społeczeństwo mając dostęp do niesłychanej różnorodności wzorów. A co mamy w branży filmowej? Batmana IV, Rambo V, Bond 35. Węża zjadającego swój własny ogon.

Może jednak ochrona praw autorskich jest zupełnie niepotrzebna?

Everything is a Remix

Kirby Ferguson stworzył cztery krótkie filmy pod wspólnym tytułem Everything is a Remix. Traktują one o patentach, wynalazkach, sztuce i twórczości ogólnie. Filmy są po angielsku ale Kirby mówi bardzo wyraźnie. W razie problemów ze zrozumieniem transkrypcje do nich można znaleźć na blogu opisującym całą serię. Jest tam również sporo dodatkowych materiałów. Więcej filmów Kirby’ego można znaleźć na Vimeo.

Oglądajcie do końca bo filmy nie kończą się na napisach.

Palma Wyzyka

Witam serdecznie,

dała nam w kość ta pogoda, a dzisiejszy dzień to już było denne dno dna. Mieliśmy w planie na dzisiejsze przedpołudnie wycieczkę do parku. Założenie były słuszne – słońce, skrząca biel śniegu, piękne okoliczności przyrody, dajemy popalić zimowej depresji. Otworzyłem nieśmiało dziś rano oko i dostałem od zimowe depresji bejsbolem po łbie.  Kiedy promyk nadziei zamierał w zamroczonych deszczem oczach, ujrzałem w ostatnim przebłysku świadomości, tuż przed pogrążeniem się w otchłani marazmu i rozpaczy, wizję zielonych liści bananowców, palm, sagowców, rozkwitających kwiatów storczyków epifitycznych, sukulentów i przebijających wśród zieleni jaskrawą żółtościę dojrzałych cytryn.  Depresja, świętująca już swoje zwycięstwo, otrzymała nieoczekiwany, ale z jaką przyjemnością wymierzony, cios poniżej pasa 🙂 Postanowiliśmy spędzić niedzielny poranek w temperaturze 21 jeden stopni i 96% wilgotności powietrza. Zapraszam Was również na tą wycieczkę.

Pozdrawiam

WYZYK

Godfrey Bloom

Podobno desipere est juris gentium, choć coraz bardziej staje się to męczące, zwłaszcza jeżeli ktoś znikąd ma decydować o twoim życiu. I każdy wybór jest zły. I nie ma znaczenia, czy zagłosujesz czy nie. I tak otoczy cię zewsząd. Jest wszędzie. Nie ma przed nią ucieczki, gaśnie nadzieja. I kto by pomyślał, że są jeszcze ludzie rozsądni i że są oni wśród polityków. Szkoda, że nie u nas. Zachęcam do obejrzenia. Może jest jeszcze cień cienia szansy na odrobinę rozsądku.

Czytaj dalej Godfrey Bloom

Rozmiary

Nasza intuicja ma rozmiar średni. Dobrze radzimy sobie z porównywaniem rzeczy większych od łebka szpilki ale mniejszych niż dom. Poczucie skali tracimy gdy mowa o odległościach astronomicznych lub mikroskopijnych. Aby przybliżyć tematykę rozmiaru proponuję odwiedzić stronę The Scale of the Universe. Trzeba trochę poczekać na załadowanie animacji ale naprawdę warto. Skalę zmieniamy suwakiem na dole strony.

Na deser zaś kręcenie hula-hop z punktu widzenia… kółka. Wrażliwym osobom polecam wcześniejsze przygotowanie plastikowej torebki.