SOPA, PIPA, ACTA i inne brzydkie słowa

Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o proteście internautów amerykańskich przeciwko SOPA i PIPA. Coraz głośniej także o ich europejskim odpowiedniku: ACTA. Nie wszyscy jednak wiedzą dlaczego te ustawy wzbudzają tyle kontrowersji. Dzisiejsza pogadanka będzie zatem właśnie o nich a także o prawie autorskim ogólnie.

SOPA jest projektem ustawy w Stanach Zjednoczonych mającej w założeniach zapobiegać naruszeniom własności intelektualnej w sieci. Ustawa stanowi między innymi:

  • możliwość blokowania zagranicznych (zarejestrowanych poza USA) stron internetowych przez: dostawców internetu, wyszukiwarki internetowe, sieci emitujące reklamy w Internecie, firmy oferujące mikropłatności oraz firmy oferujące płatności kartami kredytowymi online.
  • rozszerzenie penalizacji strumieniowania (czyli przesyłania audio lub wideo), sprzedaży podrobionych leków, materiałów wojskowych i innych.
  • nietykalność dla firm, które pójdą na współpracę z organami ścigania i odetną dostęp do wspomnianych stron.

Głównymi sponsorami projektu są MPAA, producenci leków i Departament Handlu USA.

PIPA jest projektem Senatu i wspomaga SOPA dając administracji państwowej dodatkowe możliwości blokowania informacji w Internecie. Stanowi on między innymi:

  • umieszczanie linków do informacji uznawanej przez ustawę za nielegalną również jest nielegalne.
  • strony będą blokowane na poziomie DNS (ale będą dostępne przez numeryczny adres IP) oraz przez wyszukiwarki internetowe takie jak Google.
  • oprócz naruszeń praw autorskich nielegalne jest także publikowanie narzędzi służących do omijania zabezpieczeń DRM.

Sponsorami są te same instytucje co w przypadku SOPA z dodatkiem takich firm jak Nike, Revlon, L’Oreal gdyż ustawa ma w założeniu chronić również producentów produktów materialnych.

Obie ustawy mają chronić rynek amerykański ale ze względu na globalny charakter Internetu postanowiono narzucić podobne rozwiązania pozostałym państwom. Służyć temu ma ACTA.

ACTA jest wielostronnym porozumieniem mającym utworzyć dodatkowe ciało, niezależne od Światowej Organizacji Handlu, Światowej Organizacji Własności Intelektualnej czy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Do organizacji przystępowałyby kraje dobrowolnie. Tytuł projektu sugeruje, że dotyczy on naruszeńpatentów, podrabiania towarów i leków ale zawiera również zapisy dotyczące praw autorskich w kontekście wymiany i przetwarzania informacji.

ACTA ze względu na swoją kontrowersyjność było negocjowane w tajemnicy przynajmniej od roku 2008. Poszczególne wersje robocze wyciekały do opinii publicznej dzięki portalowi Wikileaks. Dopiero w kwietniu 2010 roku na skutek protestów opinii publicznej ukazała się pierwsza publicza wersja dokumentu.

ACTA dotyczy między innymi:

  • blokowania przez sądy i inne “odpowiednie organy” działań prowadzących do naruszenia praw autorskich
  • kontroli granicznych obejmujących również własność intelektualną
  • rozszerzenia penalizacji działań, któe do tej pory nie były nielegalne lub wymagały pozwu cywilnego, teraz mają być ścigane z urzędu (np. nagrywanie filu w kinie przy pomocy kamery)
  • motywowania policji i sądów aby dbała o interesy posiadaczy praw autorskich z własnej inicjatywy (teraz konieczne jest zgłoszenie naruszenia)
  • ochrony prawnej technologii DRM

Polski rząd “klepnął” ACTA bez szczególnej dyskusji. Potem tłumaczono się, że “obiegówka” poszła po ministerstwach w czasie zmiany rządu i nikt nie miał czasu się nią zająć na pożądnie. Dodajmy też, że nasz rząd jest znany z uległości Stanom Zjednoczonym i mamy obraz całości. Wiadomo, że to właśnie USA narzuca ACTA innym państwom. Jak silna może to być presja pokazały dokumenty dotyczące nacisków na Hiszpanię, które wyciekły z ambasady USA i zostały zamieszczone na Wikileaks.

Na pierwszy rzut oka wszystkie trzy akty prawne wyglądają niegroźnie. Mówią przecież o ściganiu “piratów” internetowych a z tym zgadza się większość ludzi. Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Prawo większości państw już teraz pozwala na karanie osób naruszających prawa intelektualne. Dlaczego zatem wprowadza się nowe zapisy? Jak zwykle, jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Do niedawna naruszenia IP (ang. Intellectual Property, własności intelektualnej) były łatwe do ścigania bo wiązały się z dystrybucją fizycznych nośników: płyt, taśm, kaset. Aby “piractwo” było opłacalne produkcja i dystrybucja nośników musiała być prowadzona na dużą skalę i stosunkowo łatwo można było ją namierzyć i zlikwidować. Rozpowrzechnienie tanich środków komunikacji oraz przejście na zapis cyfrowy dźwięku i obrazu zmieniło całkowicie sytuację. Nagle dystrybucja stała się bardzo łatwa i tania. Każdy mógł powielić zapis piosenki w dowolnej liczbie egzemplarzy i udostępnić go dowolnej liczbie znajomych praktycznie za darmo.

Z punktu widzenia dystrybutorów utworów multimedialnych – będących zwykle także posiadaczami praw do tych utworów – ściganie film produkujących podrobione kompakty było tanie. Jednak aby oskarżyć o “piractwo” setki tysięcy ludzi wymieniających się plikami w sieci potrzbne jest mnóstwo pieniędzy na zebranie dowodów, wniesienie indywidualnych spraw do sądu, opłacenie prawników itp. Zrozumiałe jest, że firmy wolą przerzucić te koszty na państwo.

Naruszenie ochrony IP ścigane jest z urzędu tylko w niektórych przypadkach (trzeba to robić masowo i urządzić sobie z tego źródło dochodu). Pozostałe przypadki wymagają wytoczenia procesu cywilnego co oczywiście kosztuje. Tańszym (dla dystrybutorów) rozwiązaniem jest taka zmiana prawa aby ściganiem ludzi wymieniających się pojedynczymi plikami w sieci zajmowały się sądy i policja. Wtedy koszty postępowania karnego ponosiliby wszyscy podatnicy.

W Stanach Zjednoczonych taką zmianę przeprowadzić jest dość łatwo ze względu na specyficzne przepisy tam obowiązujące. W USA korporacje mają te same prawa co osoby fizyczne zatem mogą legalnie sponsorować senatorów, a pośrednio ustawy. Jedynym wymaganiem jest aby był to sponsoring publiczny. Znaleźć można zatem oficjalnie publikowane listy firm, które wpłaciły pieniądze na konto senatorów w ramach kupowania prawa.

Ten mechanizm doprowadził do znacznego wydłużenia ochrony praw autorskich, który w USA pierwotnie wynosił 14 lat od daty publikacji dzieła. Okres ten był wielokrotnie wydłużany, za każdym razem gdy okres ochronny miał zakończyć się dla Myszki Miki. W zapisie konstytucji USA jest powiedziane, że okres ochronny musi być ograniczony, nie jest natomiast zabronione jego przedłużanie, nawet jeśli miałoby to być przedłużanie w nieskończoność. Obecnie okres ochronny w USA wynosi 70 lat od daty śmierci autora (nie od daty publikacji) albo w przypadku dzieł zbiorowych 95 lat od daty publikacji lub 120 od daty utworzenia (wybiera się wcześniejszą datę).

Ze względu na silny polityczny wpływ USA pozostałe kraje przyjęły podobne regulacje i na przykład w Polsce okres ochronny obejmuje 70 lat od daty śmierci twórcy. Mechanizm ten jest łatwo zauważalny na przykładzie wprowadzania ACTA, który jest tak naprawdę mechanizmem wspierającym SOPA i PIPA czyli ustawy mające w założeniu chronić amerykański przemysł rozrywkowy i multimedialny.

Negatywne konsekwecje finansowe dla społeczeństwa to nie jedyna rzecz, którą przynosi SOPA/PIPA/ACTA. Ochrona własności IP to tak naprawdę kontrola dystrybucji informacji. Nie da się tego zrobić bez kontroli całej informacji wymienianej przez obywateli. Skąd bowiem państwo ma wiedzieć, że osoby wymieniające się plikiem w Internecie robią to nielegalnie? Trzeba ten plik poddać analizie, trzeba zajrzeć do jego wnętrza i sprawdzić czy przypadkiem prawa do niego nie należą do kogoś innego.

Oczywistą konsekwencją przerzucenia na państwo obowiązku monitorowania naruszeń IP jest całkowita utrata prywatności komunikacji. Każda połączenie internetowe powinno być monitorowane, każdy przesył pliku, każda wizyta na stronie WWW, wszystkie emaile i komunikaty na Skype lub Gadu-Gadu. Pamiętajmy, że nielegalne ma być nie tylko samo udostępnianie pliku ale także informowanie innych o stronach naruszającyh IP. Umieszczenie na stronie linku do strony, którą któryś z dystrybutorów uznał za nielegalną też będzie karane.

Uznanie samych linków za nielegalne jest niebezpiecznym pomysłem gdyż link sam w sobie nie niesie żadnej informacji. Niezmienność linku nie gwarantuje niezmienności informacji na stronie, do której on prowadzi. Jeśli umieścimy we wpisie na Facebooku link do legalnej strony www.microsoft.com a za rok lub dwa konkurent Microsoftu uzna, że zostały na niej naruszone jego prawa to nasz link nagle staje się nielegalny. Bez żadnej akcji z naszej strony. Coś co było legalne nagle takim nie jest.

Przeciwko SOPA i ACTA protestowali nie tylko internauci. Media usiłowały protestujących przedstawić jako “piratów”. Jednak do akcji włączyły się tak duże i znane firmy jak Wikipedia i Google. Dlaczego organizacje wydawałoby się korzystające z ochrony własności intelektualnej protestują przeciwko ustawom tą ochronę rozszerzającą?

Do tej pory obowiązuje w USA zapis, że firma umożliwiająca umieszczanie na swoich stronach informacji użytkownikom nie odpowiada za naruszenia IP przez nich dokonane. Wystarczy jeśli w razie takich naruszeń i na skutek zgłoszenia sporne informacje zostaną usunięte. Na pewno nie raz widzieliście w YouTube informację o usunięciu filmu. Do tej pory konieczne było wysłanie zgłoszenia przez właściciela praw autorskich. Znów pojawia się ten sam mechanizm: producenci filmów nie mają ochoty przeglądać milionów filmów dostępnych w YouTube i wolą te koszty przerzucić na właściciela strony. Według nowych zapisów to YouTube miałby dbać o to aby na stronach nie były umieszczane treści bez odpowiednich opłat i licencji.

Te same zapisy dotyczyłyby każdej strony na, której użytkownicy mogą umieszczać swoje wpisy: Wikipedii, Facebooka, wszystkich forum. Jeśli na Twojej tronie jest możliwość komentowania to do Ciebie należałoby sprawdzanie aby nie pojawił się tam link do stron uznanych za nielegalne ani żaden obrazek lub tekst, którego licencja nie zezwala na umieszczenie go w internecie.

Zapewnienie legalności treści jest wymogiem zupełnie nierealnym. Nie tylko z punktu widzenia finansowego (ktoś te wpisy i filmy musiałby by przeglądać) ale także teoretycznego. Nie ma spisu dzieł chronionych i nie można jednoznacznie stwierdzić czy dana treść podlega ochronie czy nie. Jej twórca mógł zrezygnować całkowicie z ochrony, mógł dopuścić do publikacji niekomercyjnej, licencja dla danego użytkownika mogła wygasnąć. Do oceny legalności trzeba też znać datę śmierci autora jeśli ten już nie żyje. Czasami problemem jest nawet ustalenie samego autorstwa dzieła. Nie zawsze wiadomo nawet o jakie dzieło chodzi, w końcu publikacji może podlegać tylko część utworu. Jak rozpoznać, z którego filmu wyprodukowanego na świecie w ostatnich 95 latach pochodzi dany fragment?

Jak widać jedynym praktycznym rozwiązaniem w rozpoznawaniu naruszeń IP jest zlecenie tego właścicielom praw autorskich. To w ich interesie jest dbanie o nie rozpowszechnianie ich utworów i tylko oni mogą z całą pewnością określić czy dana informacja jest umieszczona legalnie czy nie. To oni powinni inicjować proces sądowy. Tak jak to działa w tej chwili.

Zapisy PIPA o blokowaniu wpisów DNS są także niebezpieczne dla użytkowników Internetu nie mających nic wspólnego z wymianą plików. System DNS zamienia adresy internetowe z postaci wygodnej dla ludzi (np. www.wikipedia.com) na zapis czytelny dla komputerów (np. 208.80.152.201). Aby uzyskać dostęp do strony WWW wystarczy użyć adresu w postaci cyfrowej ale ludziom dużo wygodniej jest korzystać z nazw. Blokada nakładana przez PIPA powodowałaby, że z systemu DNS znikałaby nazwa strony chociaż nadal każdy chętny mógłby się do niej odwołać numerycznie.

System DNS używany jest również przy identyfikacji strony. Protokoły upewniające nas, że weszliśmy na stronę banku a nie podszywającego się pod niego oszusta korzystają właśnie z systemu DNS i podpisów cyfrowych. DNS nie jest systemem idealnym i dlatego planowane jest przejście na jego bezpieczniejszą wersję: DNSSEC. Tu jednak pojawia się problem. DNSSEC jest tak skonstruowany aby uniemożliwić manipulację przy wpisach osobom innym niż właściciel strony. Znaczy to również, że niemożliwe będzie wymagane przez PIPA usunięcie wpisu z DNS. Jeśli PIPA weszłaby w życie to zablokowane zostałoby przejście z DNS na DNSSEC i tym samym zostalibyśmy z protokołem, o którym wiadomo, że nie gwarantuje bezpieczeństwa.

Jakby było mało tych wszystkich problemów to na dokładkę dorzucono także zapisy o DRM. DRM to zarządzanie prawami cyfrowymi (ang. Digital Rights Management). Od razu należy zaznaczyć, że chodzi o prawa właściciela do utworu i to właściciela rozumianego jako dystrybutora a nie kupującego go odbiorcy. W skrócie DRM to zestaw mechanizmów (urządzeń lub oprogramowania) utrudniających kopiowanie danych.
Firmy fonograficzne nie bardzo mogą się zdecydować co tak naprawdę kupujemy gdy sprzedają nam piosenkę. Czy jeśli kupuję CD z muzyką to kupuję nośnik czy prawa do utworu. Jeśli nośnik to mogę go odsprzedać, jeśli prawa do utworu to mogę go przegrać na kasetę lub do komputera do pliku MP3. A co jeśli kupiłem cyfrowy plik MP3? Nie ma tu nośnika ale teoretycznie plik mogę odsprzedać (pojawiły się już takie strony w internecie). Firmy fonograficzne usiłują jednak zablokować zarówno odsprzedaż utworu jak i zmianę jego nośnika. Czasem używają do tego nowych przepisów prawa a czasem rozwiązań technicznych. DRM miał zapobiegać kopiowaniu płyt CD, odtwarzaniu ich w napędach CD montowanych w komputerach, przegrywaniu danych z płyt na dysk itp.

Ponieważ DRM znacząco utrudnia korzystanie z informacji w postaci cyfrowej powstało wiele narzędzi pozwalających na jego usunięcie i “uwolnienie” informacji. W wielu krajach takie narzędzia są nielegalne. SOPA/PIPA/ACTA mają między innymi zapewnić zdelegalizowanie publikowania takich narzędzi a nawet mówienia o nich (np. nie będzie można publikować sposobu wyłączenia reklam na płytach DVD). DRM jest jednak tematem zasługującym na oddzielny artykuł.

Wszystkie problemy prawne i praktyczne związane z ochroną własności intelektualnej wynikają z jej odmienności od własności materialnej. Informację można łatwo kopiować, idee się rozprzestrzeniają a ich twórcy niczego nie tracą. Jeśli podejrzę w jaki sposób sąsiad kosi swój trawnik i zacznę robić to tak samo u siebie to sąsiad w żaden sposób na tym nie straci.

Prawo własności do utworów niematerialnych jest tak naprawdę monopolem. Kiedyś takie monopole przyznawali królowie. Był kupcy otrzymywali monopol na produkcję i handel smołą, węglem, solą, druk książek itd. Większość z tych monopoli została zniesiona gdyż uznano, że społeczeństwo bardziej zyska gdy to rynek zdecyduje od kogo chcemy kupić dany towar. Utrzymano jednak monopol na dystrybucję informacji. Co prawda jest to monopol ograniczony czasowo ale tylko teoretycznie. Większość dzieł stworzonych w tym roku wejdzie do domeny publicznej najwcześniej za 70 lat (i to tylko wtedy gdy autor umrze teraz) czyli ich uwolnienia najprawdopodobniej już nie doczekam.

W założeniu tymczasowy monopol na dystrybucję dzieła miał promować ich tworzenie. Twórcy mieli być w ten sposób zachęcani do pracy, zarabiać na nim przez krótki czas a potem oddawać dzieło społeczeństwu. Od tej pory z dzieła mógł korzystać każdy w dowolny sposób i bez żadnych opłat i ograniczeń. Celem było osiągnięcie jak największej liczby utworów znajdujących się w domenie publicznej. Zysk twórcy był tylko środkiem do osiągnięcia tego celu. Ale własność intelektualna to też temat na tyle obszerny, że wymaga osobnego omówienia.

SOPA, PIPA i ACTA wypaczają pojęcie ochrony intelektualnej, są szkodliwe dla społeczności, które je przyjmą. Ustawy te są próbą zawłaszczenia finansów publicznych w celu osiągnięcia zysków przez firmy, których model biznesowy stał się nieaktualny przez postęp technologiczny. Próba zapewnienia sobie kontroli nad przepływem informacji doprowadzi nieuchronnie do pozbawienia obywateli ich praw. Europa dopiero co uwolniła się z ograniczeń komunikacyjnych narzucanych przez reżimy totalitarne tylko po to aby wpaść w ręce korporacji zarządzających IP.

ACTA powinno zostać odrzucone chociażby po to abyśmy nie usłyszeli w internetowej słuchawce znajomego: “Rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana…”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*