Witaj miły poniedziałku, czyli poniedziałkowe życzenia w sobotni wigilijny wieczór

Witam świątecznie.

No cóż, nie mogę tak zupełnie nie zauważyć zbliżających się świąt, bo są już tuż, tuż, już pukają do mych drzwi. A potem jak co roku – święta, święta i po świętach. Szast prast i po krzyku. Mam takie wrażenie, że w którymś momencie, trudnym do określenia, coś  poszło trochę nie w tym kierunku, zboczyło lekko z drogi, ciężko już dziś powiedzieć czy w prawo, czy w lewo, ale później już było z górki, siłą rozpędu i coraz bardziej w bok. Mało kto już dziś pamięta o istocie, pochłonęła nas otoczka.

Pełno wokół szumu, pełno wokół zgiełku, pełno wokół wszystkiego, tylko świąt jakoś mało. Od miesiąca boję się udać do jakiegokolwiek sklepu, ba boję się nawet przejeżdżać w jego pobliżu i nie chodzi tu tylko artykuły spożywcze, zabawkowe czy luksusowe. Tłum kłębi się również po płytki, kleje czy panele. Czy w tym roku zacznie obowiązywać nowa świecka tradycja? Kochanie co mamy dziś na kolację świąteczną, ach będzie ta pyszna zaprawa klejowa do glazury. Świetnie, ale posmakowałbym jeszcze odrobinę luksfera na deser. Co przejadę obok marketu to panorama Racławicka, mym oczom się ukazuje. Wszędzie sznury samochodów. Samochody cię przytłaczają: na parkingach, na chodnikach, na trawnikach. Czy w tych sklepach dają coś za darmo? Czy ludzie są co roku zaskakiwani grudniem jak polscy drogowcy zimą (w tym roku też ich zaskoczyła, tylko w drugą stronę, śniegu nie ma ani, ani, drogowcy są tym bardziej zrozpaczeni, choć  jak się nad tym zastanowić to rozpacz jest immanentną cechą polskich drogowców, jest w końcu nad czym rozpaczać). Przypomina mi to opowieści babci ze stanu wojennego, kiedy stawało się do rzeźnika w kolejce o drugiej w nocy, bo mieli rano szynkę rzucić, no i im bliżej otwarcia tym bardziej nerwowo się robiło – przywiozą, nie przywiozą, starczy nie starczy, a chłopaki z ZOMO wykazywali się poczuciem humoru im właściwym i potrafili rozładować te negatywne emocje od ręki, bo kolejka stała, mimo że godzina policyjna obowiązywała. Kolejkę pakowało się więc do Nyski i wywoziło na rogatki miasta. Nic tak rano nie poprawia nastroju jak spacer o wschodzie słońca, zwłaszcza grudniowym porankiem. Dzisiaj przydałoby się parę takich Nysek, dla otrzeźwienia. Cały miesiąc biegasz, miotasz się, ścigasz się aby zdążyć i tu i tam, załatwić to i tamto i co? I szat prast i po świętach. Zaraz po jakich świętach?  Przydałby się urlop, żeby po bieganiu odpocząć.

Kupiłeś już prezenty, już jesteś w domu już witasz się z gąską – nic bardziej mylnego. Trzeba przecież posprzątać, idą święta, bez sprzątania się nie obejdzie, trzeba posprzątać koniecznie i generalnie. Przekopujesz całe mieszkanie, wybebeszasz wszystkie szafy, jesteś niczym Indiana Jones w Świątyni Zagłady, odnajdujesz prekolumbijskie precjoza, jesteś dumny z siebie, że tak gruntownie podszedłeś do tematu, a potem tego szkoda, tamto się jeszcze przyda, z tym masz związek sentymentalny i jakby nigdy nic wszystko wraca na swoje miejsca. Przy okazji odkrywasz tajemnice czwartego wymiaru w swoich pseudo dwóch pokojach z aneksem kuchennym i podejmujesz niezłomne postanowienie, że za rok, nie tak jak w tym roku oraz w tamtym, no i jeszcze dwa lata temu i jeżeli pamięć cię nie zawodzi to również trzy, będziesz bezwzględny niczym dzika horda na kraju świata i przeczyścisz tą stajnie Augiasza.

W pracy masz urwanie głowy, bo przecież jest koniec roku, a za chwile święta, więc wszystko trzeba załatwić już, dziś i w tej chwili. Nagle musisz zostać wróżką, tą dobrą, napisać scenariusz nowego sezonu “Zdarzyło się jutro”, domknąć w dwa dni sprawy z minionego roku, spełnić ukryte pragnienia, być Panem Tak, Panem Oczywiście, Panem Nie Ma Najmniejszego Problemu, Panek Z Przyjemnością. Oczywiście z uśmiechem i na wczoraj. Oczywiście bo przecież twój przesympatyczny rozmówca wyjeżdża jutro na zimowy urlop, ten rok był przecież taki męczący i trzeba oczywiście odpocząć. Oczywiście wraca dopiero w styczniu. Oczywiście zrozumiałe jest, że nie będzie mógł odpowiedzieć na twoje pytania, kiedy będziesz pracował cały tydzień po świętach bo jest na urlopie. Oczywiście nie mógł o tym poinformować cię tydzień temu, bo co prawda wiedział, ale prze wyjazdem na urlop miał tyle spraw związanych z urlopem do załatwienia, że oczywiście wyleciało mu to z głowy. No i oczywiście jeszcze te święta. Oczywiście czyste szaleństwo.

Nagle zaczynasz otrzymywać setki maili od nieznanych ci ludzi z życzeniami. Nagle zaczynasz się zastanawiać, czy po to w na początku lat 90 została uruchomiona sieć szkieletowa POLPAK Telekomunikacji Polskiej, czy po to USA zniosły ograniczenia w łączności z Polską, czy po to powstał pierwszy polski serwer WWW, aby setki nieznanych Ci osób wysyłało do Ciebie ten sam drewniany wierszyk z przybitym obrazkiem bajkowej zimy za oknem.

Jedyne co ratuje te święta to Kevin, lata mijają, a on wciąż sam, w domu, czy w Nowym Jorku stoi na posterunki i wciąż jest żywym dowodem, że  święta są. Kevin oraz reklama Coca Coli, choć w tym roku nawet ona mnie zawiodła. Dla sentymentalnych gratka poniżej.

A na dobicie trzy dni przy stole. Licytacja zaczyna się dwa tygodnie przed świętami. Zaczyna się niewinnie, od sałatki śledziowej, zupy grzybowej, ziemniaków w mundurkach. Wszystkie zainteresowane strony deklarują umiar i zdrowy rozsądek. To tu to tam padają żartobliwe uwagi na temat Cioci , która w tamtym roku miała słabość do powabnej liczny 8 (jak mało brakuje jej wszak do nieskończoności).  Przygotowała 12 potraw na cześć 12 apostołów i to mieści się w tradycji, lecz tu objawiła się jej słabość do 8 – każda z potraw była w liczbie 8 właściwych dla niej jednostek – litrów, kilogramów, metrów sześciennych. Lecz cóż, sytuacja przypomina trochę zimną wojnę, moratorium na tucz gości jest kruche i trwa do pierwszego kupionego karpia, pierwszej zrobionej sałatki, pierwszego wypieku cukierniczego. Kilka dni przed świętami eskalacja działań kulinarnych jest już nie do opanowania. Zaczyna się kaloryczny armagedon. I nic nie jest w stanie zatrzymać tej zagłady. Olbrzymi meteor jedzeniowy zbliża się nieubłaganie w twoim kierunku, masz już tą świadomość, pogodziłeś się z losem i odliczasz jedynie bezwolnie godziny. W trakcie trzydniowej kulinarnej egzekucji musisz jeszcze wysłuchać ileś tam westchnień, że skoro nie jesz to zapewne nie smakuje, że po co ja się tak napracowałam, ileś tam próśb pełnych wyrzutu, w których przewija się jeden malutki kotlecik, ostatni kawałeczek ciasta i może łyżeczka sałateczki, ileś tam gróźb, że to już ostatni raz, nigdy więcej, w przyszłym roku proszę na mnie nie liczyć.

Moi drodzy, moi kochani znajomi i nieznajomi, a wiec święta czas rozpocząć.

Życzę nam wszystkim, aby w tym roku i kolejnych latach święta Bożego Narodzenia odnalazły swój prawdziwy blask. Spędźmy je wraz z naszymi bliskimi, w spokoju i ciszy,  bez zgiełku, bez pośpiechu, bez licytacji. Życzę nam wszystkim, aby był to prawdziwy czas spotkania, prawdziwy czas spędzony wspólnie, prawdziwy czas dla nas. Życzę zdrowia, pogody ducha, życzę aby spełniło się wszystko to o czym każdy nas w skrytości marzy. Życzę nam wesołych, zdrowych, pogodnych, rodzinnych świąt Bożego Narodzenia

Pozdrawiam świątecznie

WYZYK

Ps.

A teraz zapraszam na kilka pesów 🙂

Ps. 1

I aby tradycji stało się zadość znajdziecie tu świąteczną kartkę , nie jedną zresztą. Stare, ale rozczulają mnie co roku te renifery (klikajcie w reniferowe nosy świątecznie :-))

PS. 2

Ostrzegam, tylko dla osób o mocnych nerwach 🙂

Prawdziwa historia świętego Mikołaja (polowanie)

PS. 3

Zima nie musi być wcale mroźna, a święta chłodne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*