Z mchu i paproci

Witam serdecznie,

była, jest i będzie taka urocza bajka po tytułem “Bajki z mchu i paproci”. Oczywiście było, jest i będzie mnóstwo innych uroczych bajek, ale ta zawsze tak jakoś nastraja mnie nostalgicznie i pogodnie. Oglądając Żwirka i Muchomorka czuję wokół pozytywne wibracje. Świat staje się bajkowy, zaczarowany i przyjazny, a wszytko to dzięki parze dwóch osobników w białych koszulach i szlafmycach, którzy przyszli z żadnego szczególnego miejsca i do żadnego szczególnego miejsca nie zmierzają. Wiedzą, że tu i teraz jest bajkowo, wystarczy chwilę przystanąć i spokojnie rozejrzeć się wokół (złośliwi rozsiewają po kątach jakieś plotki o ziołach, ale to zawistnicy i zaprzańcy ostatni). Nie muszą pokonać siedmiu gór i siedmiu rzek. Żyją ot tak po prostu, nic nie gonią, przed niczym nie uciekają, przyjmują świat takim jaki jest, a ich serca są zawsze szczere. Są prostoduszni, prostolinijni, szczerzy i uczciwi (i to nie jest lista ich wad). Dziś to sen idioty, wierzmy że jutro się wyśni.

No ale przejdźmy do sedna. Jako, że bajka ta jest dla mnie niejako uosobieniem wspomnień, wspomnień miłych, wspomnień z czasów mchu i paproci, postanowiłem uhonorować tą jakże bliską mi parę tagiem na Obskurze. Może na tą chwilę mam zarysowany jedynie szkielet pomysłu. Być może będzie to źródło kilku chwil wzruszenia, być może kilku uśmiechów, na pewno zaś otoczy nasz wspomnień czar i będziemy starać się uratować od zapomnienia. Zapewne będzie to wszytko ewoluował (a kto wie, może nawet się zrewolucjonizuje), ale tymczasem uznaję, że oficjalną inaugurację kategorii “Z mchu i paproci” mamy za sobą i czas już patrzeć w przyszłość.

No to teraz pora na honorowe fanfary

Po honorowych fanfarach pojawiła się pierwsza trudność, co na początek? Pomysłów jest tak wiele, że nie ma żadnego, pomysł goni pomysł i tak się rozgoniły, że pustka pozostała. No i trochę klapa się szykuje. To może na dobry początek, jako że tak jakoś szkoda lata i tych pięknych letnich wspomnień, zanurzmy się choć na chwilę w ten błękitny lazur.

Był rok 1987, nie powiem ile miałem lat, bo mężczyznom w pewnym wieku, wieku się nie wypomina i mym oczom, i nie tylko mym, ukazała się ona, anioł w białej szacie, no może szatce. Ten biały czar zapamiętałem na całe życie. Ta choreografia, ten ruch sceniczny do tej pory wywołują dreszcze. Za oknem prawie już sztandar wyprowadzali, wyklęty lud ziemi właśnie się pokładał, a tu kolorowe ogromne piłki w basenie (zamykam oczy i wciąż widzę, jak podskakują), kelner we fraku, drinki z parasolkami (jak ten drink był perfekcyjnie filmowany, Oskar się należy). Kto mógł wtedy marzyć o takich dwóch dorodnych, wirujących parasolkach?

Boys, boys, boys
I’m looking for the good time
Boys, boys, boys
I’m ready for your love

Ech, a nie mówiłem, łezka w oku się kręci (to jedno z tych wzruszeń, które Wam obiecałem).

Ech, czas obchodzi się nawet łagodnie z naszymi wspomnieniami (to jeden z tych uśmiechów które Wam obiecałem).

To dobry moment żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps. 1

Na zakończenie dla wszystkich milusińskich mały prezencik 🙂
Pamiętacie Samantę – dalej się dobrze prezentuje, nawet w HD (nie wiem nawet, czy nie lepiej niż kiedyś). To tak płynnie przejdźmy, być może, do jakiegoś kolejnego mchu i kolejnej paproci 🙂

Ps. 2

No i co? Panie są jak skrzypce i wino razem wzięte 🙂 Lata osiemdziesiąte, to były czasy  dla prawdziwych koneserów 🙂

Ps. 3

Koleżanki teraz coś dla Was, za to, że musiałyście się strasznie wynudzić, zanim dotarłyście do tego miejsca 🙂


Boys, boys, boys
Boys, boys, boys
Boys, boys, boys
Boys, boys, boys
Sabrina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*