Witaj miły poniedziałku czyli Scarborough fair nie jedno ma oblicze

Witam serdecznie,

i ma być o miłości…

…tylko może tak bardziej lirycznie, bez zbrodni, lecz nie mniej tragicznie, a wszystko to za sprawą jednej piosenki

Tak mnie kolega jakoś tak tą tragiczną historią miłosną wzburzył, zbliżająca się jesień dołożyła swoje łzawe trzy grosze i w jakiś taki romantyczny rzewny nastrój popadłem. Nic tylko podziękować, znów do wiosny pod górkę będzie. Jak tak sobie myślałem o tych miłościach szczęśliwych i nieszczęśliwych,  barwnych i bezbarwnych, tych ważnych i tych groteskowych, to bezwiednie w mej głowie zaczęły pobrzmiewać pewne dźwięki, które po chwili ułożyły się tą cudowną całość.

Zanim jednak o dźwiękach, które słyszę w głowie, jedna mała dygresja. Moi drodzy Teatr Telewizji nie umarł. Teatr Telewizji żyje i myślę, że trzyma się całkiem nieźle. Co prawda niektórzy odtrąbili już odwrót, ale plotki o jego odejściu były przedwczesne. Sam muszę się przyznać – byłem ofiar tej propagandy. W ostatnich czasach zasiadam jednak przed telewizorem, w każdy poniedziałek po godzinie 20 i jeszcze nie żałowałem. Świetni aktorzy, świetne role, świetnie spędzony czas, świetnie wydane publiczne pieniądze. Po tych wszystkich tańczących lodach, o których nie warto rozmawiać, jest to jedyne ale, przed podjęciem decyzji o zaoraniu działki na ulicy Jana Pawła Woronicza i wykorzystaniu tak zrekultywowanego gruntu, na jakże pożyteczną uprawę buraków i kartofli, choć może się wydawać, że pierwsze łęciny przebijają się przez beton nawet bez orania. No ale przecież nie o rolnictwie mieliśmy tu rozmawiać. Jeżeli też ulegliście tym wrogim podszeptom, o teatralnym niebycie, to nie czekajcie już ni poniedziałku dłużej. Zapewne te plotki rozsiewają miłośnicy buraków i kartofli. Wystarczy. Zasiadajcie po 20 prze telewizorem, a na pewno nie będziecie mieli poczucia zmarnowanego czasu, no chyba, że nierozważnie włączycie telewizor przed kolejnym Poniedziałkiem, przed godziną 20.

Idąc zaś dalej tym tropem – ponad rok temu obejrzałem, ni mniej ni więcej, tylko w Teatrze Telewizji, sztukę “Rodzinny Show” Petera Quilta. Pamięć już nie ta w dobie osaczających cię PINów, NIKów, haseł minimum ośmioznakowych, bezwzględnie zwierających małe i duże litery, znaki specjalne i cyfry. Pamiętam jedynie zarys fabuły, ale jedna rzecz utkwiła mi w głowie doskonale. Stąd też, od czasu do czasu, pojawiają się wspomniane dźwięki, które są piękne same w sobie, a tu na dodatek ich piękno zostało spotęgowane przez osobę, tak pięknie te dźwięki interpretującą. Chylę czoła, reszta jest słuchaniem.

Gdy na targ zechcesz w Scarborough wejść,
Tam gdzie pieprz, rozmaryn i mak…
Pewnemu chłopcu przypomnij mnie,
Co miłości wykradł mi kwiat.

Powiedz, niech zrobi mi kaftan ze lnu,
Tam gdzie pieprz, rozmaryn i mak…
Nietknięty igłą, bez żadnych szwów.
Wtedy pokocham go jeszcze raz.

Powiedz, niech znajdzie mi pszeniczny łan,
Tam, gdzie pieprz, rozmaryn i mak…
Pośrodku głębiny, wśród morskich fal,
Wtedy pokocham go jeszcze raz.

Powiedz, niech zrówna go sierpem ze szkła,
Tam gdzie pieprz, rozmaryn i mak…
Gdy zapadnie noc, lecz przed końcem dnia,
Wtedy pokocham go jeszcze raz.*

Urocze, nieprawdaż :-).

Miłość ma wiele twarzy i wiele twarzy ma również targ w Scarborough. Fascynująca jest różnorodność spojrzeń na ten sam targ. Odwołajmy się na wstępie do wykonania, które jest prawdopodobnie najbardziej znane i można uznać je chyba za wykonani kanoniczne.

Tak płynie sobie, toczy się, bez pośpiechu, przed siebie, może ukoić skołatane jesienią nerwy, może wprowadzić egzaltowane nastolatki w stan euforyczny, dojrzałe matrony w chwilę zadumy za utraconą miłością, niejedną zapewne, a mnie wprawia w nastrój pogodnej nostalgii.

Fascynujące jest różnorodność miłości, jej wielobarwność. Kiedy mogłoby się wydawać, że już zostało powiedziane wszystko, okazuje się że miłość może mieć również swój bardziej drapieżny wyraz.

Czasem zaś miłość może budzić w twym sercu niepokój, może być mroczna, niczym mroczny przedmiot pożądania, pełna lęku, gniewu, zdradzonych nadziei, kłamliwych obietnic, utraconej bezpowrotnie wiary.

Dreszcz grozy przebiegł mi po plecach, czuję się jakby jakiś samuraj przeszedł po grobie miłości. Porzućmy zatem te mroczne rejony, między rozsądkiem a szaleństwem. Spójrzmy na miłość okiem młodego, gniewnego intelektualisty, który w błękicie nikotynowego dymy, z szyderczym uśmiechem na ustach, ironiczną kpiną w oku, gdzieś między pierwszym, a drugim haustem alkoholowej narkozy, w najskrytszych, głęboko ukrytych, przed sobą i szyderczym światem, zakamarkach swej duszy, pragnie i marzy o prawdziwej, romantycznej, nieskalanej…

Myślę, że młode gniewne feministki, które twierdzą, że kobiecie mężczyzna jest tak samo potrzebny jak rybie rower, zasypiając samotnie w lodowej pościeli, marzną i marzą…

I serce miałbym z lodu, gdybym nie zamieścił jeszcze tej wersji, aż się chce ten kaftan robić ze lnu.

Miłość ma również swoje delikatne, subtelne odcienie, o których trzeba mówić. Jest tak piękna w swej nieskończonej różnorodności. Ja po prostu lubię tą piosenkę 🙂

Miłość bywa również dostojna, bywa opoką, kamieniem węgielnym w fundamencie naszego życia, ostatnią przystanią do której płyniesz uporczywie pomimo burz, wichrów, huraganów, przystanią do której nie każdy dopłynie, lecz do której każdy niezmiennie dąży.

No dobrze, zrobiło się trochę za poważnie, a miłość to przecież również śmiech, radość, zabawa, wino i śpiew 🙂

The Muppet Show – ech łezka w oku się kręci, to już kategoria z mchu i paproci, no ale to inna opowieść.

I na zakończenie, jako że rozpoczęliśmy tą opowieść o miłości pięknym polskim wykonaniem, zakończmy je również polskim akcentem, który budzi pewien niepokój, pokazując, że o miłości nigdy nikt do końca ostatniej nuty nie wyśpiewa.

TARG W SCARBOROUGH

Jeśli targ w Scarborough odwiedzić chcesz
Szałwia, rozmaryn, tymianek tam
Tej co tam mieszka przypomnij mnie
Com raz prawdziwą miłość jej dał.

Koszulę z muślinu niech zacznie szyć
Szałwia, rozmaryn, tymianek tam
Lecz szwu ni haftu niech nie tknie nić
Wtedy prawdziwą miłość jej dam.

Potem niech znajdzie mi morgę ziemi
Szałwia, rozmaryn, tymianek tam
Pomiędzy morską wodą a brzegiem
Wtedy prawdziwą miłość jej dam.

Skórzanym sierpem niech później skosi
Szałwię, rozmaryn, tymianek tam
I niech je zwiąże w bukiecie z wrzosem
Wtedy prawdziwą miłość jej dam.**

To dobry moment żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

* Jarosław Stypa
** Tom z Sopotu

PS. 1
No nie mogłem się powstrzymać 🙂

Scarborough Fair

Jeśli do Scarborough jedziesz na targ,
W ziołach lubczyk, róża i wrzos,
Pozdrów ode mnie tę, co mieszka tam,
Była raz wierną miłością mą.

Niech mi uszyje koszulę z lnu,
W ziołach lubczyk, róża i wrzos,
Bez wyszywanek, bez zbędnych szwów,
A będzie wierną miłością mą.

Kawałek ziemi niech znajdzie mi,
W ziołach lubczyk, róża i wrzos,
Gdzie słona woda i morza ryk,
A będzie wierną miłością mą.

Mym starym sierpem niech zbierze mi
Zioła, lubczyk, różę i wrzos,
Niech zbierze wszystko we wrzosów kiść,
A będzie wierną miłością mą.

Jeśli do Scarborough jedziesz na targ,
W ziołach lubczyk, róża i wrzos,
Pozdrów ode mnie tę, co mieszka tam,
Była raz wierną miłością mą.

Robert Marcinkowski

Ps. 2
Łodyga i w nagrodę, że dotarłeś do tego momentu coś specjalnie dla Ciebie 🙂

Ps. 3
Ciekawa rzecz – zauważyliście ile ziół,roślin, kwiatów jest potrzebne, aby opowiedzieć o jednej miłości. Cały zielnik by się uzbierał 🙂 Ech ta miłość, jest niesamowita…


A wy się macie szczerzyć, że lodzio – miodzio szeregowy!
Skipper

2 komentarze do “Witaj miły poniedziałku czyli Scarborough fair nie jedno ma oblicze”

  1. Prawda 🙂 Nie może być za łatwo, nie byłoby tego dreszczyku emocji. Jak to powiedziała Grażyna Szapołowska: “Zawsze dawałam widzom od siebie odpocząć. Nie można codziennie jeść kawioru. ” 🙂

Odpowiedz na „WyzykAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*