Witaj miły poniedziałku czyli trudno nie wierzyć w nic

Witam serdecznie,

dziś jakoś tak bardziej optymistycznie i sam nawet nie wiem dlaczego 🙂 W poniedziałek jadąc samochodem, w mojej ukochanej Trójce (no bo gdzie indziej to bym się nie spodziewał) usłyszałem tą piosenkę i jakoś tak ustawiła mi chyba ten tydzień.

Nie to żebym jej nie słyszał wcześniej, toż to moje ukochane Raz, Dwa, Trzy, ale tak jakoś dawno nie obiła mi się o uszy. Po tym całym zgiełku, nastąpiła chwila wyciszenia i na razie ten błogi stan trwa. Nie to żeby nic mnie z wyciszenia nie wyrywało, nie zdzieliło sztachetę przez łeb, ale łatwiej złapać dystans do siebie, do rzeczywistości, łatwiej wrócić do równowagi. Biegniemy, biegniemy, biegniemy, szukamy, szukamy szukamy i nie mamy czasu pozachwycać się banałem. Jak już znajdziemy czas to tak ćmi nas aż w dołku, żeby się gdzieś wznieść hen daleko gdzieś. I jeszcze szybciej biegniemy i jeszcze bardziej szukamy i jeszcze mniej mamy czasu i tak właściwie po co. Po co tracimy tyle? Dlaczego nie dostrzegamy tej oczywistej oczywistości, że banał bywa piękny po prostu. Kiedy wreszcie zaczynamy to już rozumieć bywa zazwyczaj za późno. Życzę nam wszystkim, aby zrozumienie nadeszło we właściwym czasie, nie później i nie wcześniej. To może o moich banałach, na wstępie dwóch.

Jest na świecie szare tajemnicza rasa elfów. Ich szmaragdowe oczy, okraszone czarną oprawą migdałowego spojrzenia, budzą niepokój i spokój zarazem. Ich pluszowe wysrebrzane futerko, ich lawendowe poduszeczki łap, przenoszą cię każdego wieczora w odległe krainy, gdzie unosi się w powietrzu delikatny zapach ziela fajkowego i gdzie magia jest wciąż żywa. Już wiesz, że jest koło Ciebie oddany, cichy przyjaciel, przyjaciel dystyngowany, przyjaciel który potrafi od czasu do czasu oddać się odrobinie szaleństwa, przyjaciel, który da Ci wiele ciepła, nie będąc zaborczy w swojej przyjaźni, przyjaciel, który zadziwi cię niejednokrotnie swoją inwencją. W codziennym pośpiechu, często pryska magia, ale zawsze wraca wraz z migdałowym spojrzeniem. Banał, ale jakże piękny.

Moim sprzymierzeńcem jest Moc i potężnym sprzymierzeńcem ona jest…

Magicznych miejsc jest wiele i każdy ma swoje i może nie warto zawsze szukać za morzami, za górami. Może wystarczy wyjrzeć z za węgła, a Twoje nozdrza, zostaną delikatnie połechtane przez delikatny zapach ziela fajkowego. Może Shire jest na wyciągnięcie ręki, może nie trzeba mierzyć się z łańcuchem Gór Mglistych, aby dotrzeć do Rivendell. Ja to już wiem i życzę Wam, abyście się też dowiedzieli. Oczywiście pięknie jest tam i gdzieś. Oczywiście warto zobaczyć  to i tamto. Warto jednak mieć Magiczne Miejsce tu i teraz, na wyciągnięcie ręki i to magia jest największa. Magia, która pozwoli, po 5 dniach w odmętach absurdu, wynurzyć się na powierzchnię, złapać haust dystansu. To mgnienie życia jest niczym chwila, kiedy Powiernik Pierścienia wrzuca Go w otchłań Góry Przeznaczenia. Życzę Wam abyście mieli takie Magiczne miejsce na wyciągnięcie ręki, nie gdzieś chen za pasmem Gór Mglistych, tylko tu i teraz. Życzę Wam abyście co tydzień wrzucali Go w otchłań, gdzie w oczyszczającym ogniu normalności będzie nikł napis:

Ash nazg durbatulûk, ash nazg gimbatul,
ash nazg thrakatulûk agh burzum-ishi krimpatul.

Życzę Wam tego, bo w przeciwnym razie…

Banał, ale jakże piękny.

To dobry moment, żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Miało być coś jeszcze, ale to może w następnym odcinku, bo inaczej nie zakończę, bo dawno w Magicznym Miejscu nie byłem i jakoweś bielmo, mój umysł zaczyna przesłaniać, więc spieszyć się muszę, więc będę dozował przez duże D


Trudno nie wierzyć w nic, trudno nie wierzyć w nic.
Raz, Dwa, Trzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*