Witaj miły poniedziałku, czyli tam gdzie rosną poziomki

Witam serdecznie,

dawno nic nie popełniłem, jakoś tak ostatnio życie wewnętrzne we mnie zamiera. Trochę mi smutno, trochę mnie to martwi, trochę się pocieszam, że to minie. Jestem zmęczony. Nie mogę jakoś tak złapać oddechu. Od jakiegoś czasu jestem tuż, tuż pod powierzchnią, już wydaje mi się, że za chwilę złapię ten haust i znów coś ciągnie w dół. Po moim umyśle hula wiatr i jest to raczej tornado niż zefirek. Mój umysł jest wypełniony szarym puchem. Puch targany jest przez tornado. Trudno coś dostrzec. Trudno przystanąć. Pamiętacie gdzie rosną poziomki. Ja często zapominam. Coraz bardziej mnie to martwi. I gdy szary puch spowija rzeczywistość, wtedy kiedy bardzo się skupię i przystanę na chwilę, dostrzegam ten czerwony punkcik i tornado przycicha. Zapraszam na moje pole poziomek.

Na szczęście nie jestem w stanie pokazać Wam całego pola moich poziomek, jest ono sporawe i to mnie trochę cieszy. Pozwolę sobie dzisiaj tak z poziomki na poziomkę skoczyć, nucąc pod nosem różne poziomkowe przeboje, ot taki poziomkowy muzyczny melanż.

Jakaś mnie taka nostalgia muzyczna ogarnęła za latami 80, a jak lata 80 i jak muzyka, to oczywiście Program 3 i lista przebojów Marka Niedzwieckiego. Lista była wtedy w sobotę i była obowiązkowym punktem wieczoru. Rozpoczynała się, jeżeli dobrze pamiętam o godzinie 19, poczekalnią i trwała do godziny 22.  Mój radiomagnetofon Kasprzak RM 222 (miałem dokładnie taki :D), który był szczytem moich marzeń, zdobytym pewnego grudniowego wieczoru, grzał się do czerwoności (swoją drogą, jak te szczyty się niemiłosiernie zmieniają, wczoraj Himalaje, dziś górka w parku, ile człowiek oddałby, aby wrócić na górkę). Zasiadałem z namaszczeniem w pokoju, włączałem radio i przez 2 godziny (no to były czasy, kiedy człowiek o 19 szedł się kąpać i przygotowywał się do pójścia spać) świat wypełniał się muzyką. Latem, kiedy można było posiedzieć dłużej, umawiałem się z kolegą na podwórku. On wynosił swoją maszynę i jak to się dzisiaj mówi, to już był full wypas, szczyt szczytów (radiomagnetofon Kasprzak RMS 451), miał  magiczną czerwoną diodę, której blask oznaczał, że mogliśmy napawać się ekskluzywnym dźwiękiem stereo i wtedy człowiek już wiedział, że oddycha pełną piersią, otoczony delikatnym aromatem luksusu. Pojawiały się jednakowoż dwa problemy logistyczne. Kasety magnetofonowe firmy TDK, BASF, którymi dysponowałem, były 60 lub 90 minutowe – 120 minut to był rarytas. Dramat następował w momencie kiedy strona kasety ( 30 lub 45 minutowa) kończyła się w połowie piosenki. Zmianę strony opanowaliśmy do perfekcji, ale ukłucie żalu w sercu zawsze było, że się nie udało nagrać bez przerwy. Drugi problem logistyczny pojawiał się, gdy słuchałem listy w domu. Około godziny 21:30 – 21:45, w sobotę, zaczynał się wyczekiwany od tygodnia film. Dla niezorientowanych – były to czasy jeszcze czarno-białych telewizorów i dwóch programów telewizji. Program kończył się najpóźniej około pierwszej w nocy, a 2 fajne filmy zaplanowane na cały tydzień były emitowane właśnie w sobotę ( w niedzielę leciały raczej seriale, ale o tym może innym razem). No i tu rodziła się tragedia antyczna. Co wybrać – początek filmu, czy koniec listy. Jak można nie dowiedzieć się co jest na pierwszym miejscu, lecz jak można oglądać film nie poznając zalążka fabuły. Nie potrafiłem dokonać wyboru. Znalazłem w swym geniuszu rozwiązanie kompromisowe. Przez 15 – 30 minut stałem w drzwiach swego pokoju lewym uchem rejestrując kolejne zapowiedzi Marka Niedźwieckiego, a prawym okiem rejestrowałem początek filmu. Wilk był syty i owca cała, tylko rodzice dziwnie się patrzyli, ale kto zrozumie to młode pokolenie.

Wróćmy jednak do muzyki, bo miały to być poziomkowo i muzycznie. Ostatnia dygresja – słowo muzyka. Jakże współczuję dzisiejszym kilkunastolatkom. Jeżeli nie mają szczęścia lub wsparcia kogoś, kto pokaże im w odpowiednim czasie właściwą falę, to co im pozostaje? Powiedz mi co słuchasz, a powiem ci kim jesteś? Może zbyt wydumane, może zbyt dramatyczne, ale pewna prawda w tym zdaniu się czai, prawda dla mnie smutna, prawda umc, umc, umcowata.

Wracając zaś do sedna, do wisienki samej :-). Z góry uprzedzę, że dokonane wybory, są raczej efektem strumienia świadomości, niż przemyślanym spojrzeniem za siebie. A co tam, nie zapraszam Was w końcu na poziomkowe żniwa. Pobiegamy sobie swawolnie, z koszyczkiem od krzaczka do krzaczka i zawsze będzie można wrócić po dokładkę :-). Tam gdzie się udało jest oryginalny teledysk. Gdzie się nie udało, proszę się skupić na warstwie dźwiękowej, bo jej jakością kierowałem się przy wyborze filmiku (proszę zamknąć oczy i posłuchać :-))

Jakoś tak na pierwsze mniam wpadła jedna z moich ulubionych piosenek Lombardu. Zaczynała już pomagać w przetrwaniu ciężkich chwil, które zaczynały powoli się rodzić, gdzieś tam nad jeziorem Lubie 🙂

http://www.youtube.com/watch?v=AK1jIk8NonU

A jak już było naprawdę źle, pozostawała tylko Kryształowa, to już był masochizm w czystej postaci, tak na na dobicie to było młodego serca 🙂

Były też rzeczy, które przyjmowało się bez większego zrozumienia. Ono niestety nadeszło po latach. Proste w swej wielkości, wielkie w swej prostocie. Szkoda wielka, że musiało nadejść.

Wczoraj tak było tak,
Nie znaczyło zaś nie,
Nie mieszało się nam
Czarne z białym co dzień.

Smutne, oby nie prawdziwe i życzę Wam i sobie, aby nigdy o nas. No chyba, że lubi się jeździć nad morze, bo może komuś bardzo podoba się tamto towarzystwo, ale wtedy wystawia sam świadectwo sobie, a i towarzystwu przy okazji, ja na szczęście nie przepadam za poLSKIM możem.

Skąd więc na lustra dnie,
Z progu każdego dnia
Wita cię najpierw wstręt,
Potem brat jego strach

Ten utwór po trzydziestu latach jest tak samo prawdziway jak w latach 80 i będzie tak samo prawdziwy za lat 30 (z punktu widzenia kondycji ludzkości można powiedzieć niestety). No cóż Dzaga za 30 lat, popijając trzy cytryn  będzie miała już dość, a anioła głos powie: Jezu to znowu się stało . Reszta jest słuchaniem.

A pamiętacie to:

To dopiero robiło wrażenie, ta animacja, te efekty specjalne, ten sprzęt komputerowy, oglądało się z wypiekami, marząc o mrocznym przedmiocie pożądania – ZX Spectrum.

Teraz kolej dla największego, jak dla mnie, przeboju Kapitana Nemo.

Fascynowała kamienna twarz Kapitana Nemo i jego ruch sceniczny. Pamiętacie – obowiązkowo białe koszule, obowiązkowo tzw. śledzie zdobiące męskie torsy, obowiązkowo czarne i jeżeli dobrze pamiętam obowiązkowo ze skaju. Ech i ten beret. Możecie podziwiać w całej okazałości, przez całe 4 minuty 🙂

Ten kawałek wrzuciłem bo urzekł mnie komentarz internauty, nie mogłem się powstrzymać 🙂

ale jaja, człowiek łapie się na tym,że cały czas pamięta słowa! po tylu latach! a ja mam kłopot z pin-em do karty kredytowej…

konar72

Pamiętam jak dziś. Mama przyniosła z pracy, oryginalną kasetę firmy Tonpress (choć nikt nie przejmował się wówczas prawami autorskimi, nie tak jak teraz) i chyba zagrałem ją na śmierć i pożyczałem wszystkim kolegom (oczywiście tylko do posłuchania) i to było coś i zacząłem odkrywać w sobie młodzieńczy bunt 🙂 I oczywiście, jak z wieloma rzeczami z tego okresu, zrozumiałem o wiele później. Wybrałem ten filmik, ponieważ ma najlepszy dźwięk, oprawa wizualna taka sobie.

Teraz odrobina prywaty – ten utwór zawsze, wszędzie i do końca życia będzie kojarzył mi się z jedną jedyną osobą i z nikim więcej. To już rok 94, ale nie mogłem się powstrzymać. Leszku specjalnie dla Ciebie, dziękują Ci za to że Jesteś … (i tu głos mi się ze wzruszenia załamał i reszta jest słuchaniem).

http://www.youtube.com/watch?v=odeO4HKB6HI

No cóż trzeba kończyć bo za chwilę znajdzie się w tym Poniedziałku cały youtube, a i tak o wszystkim nie powiem, bo zawsze znajdzie się coś jeszcze i coś tam. I dylemat co na zakończenie. Może to

To dobry moment żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.

No i widzicie i tak to jest, jeszcze to, jeszcze tamto i nie można skończyć, strumień świadomości gna. Na zakończenie coś dla koneserów – “Tak to on. Przyjaciele mówią na niego po prostu Janek…. “:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*