Witaj miły poniedziałku czyli Łódź Obiecana

Prolog:

Odsłona I

Motto:

“To ja się leczę, ja nic nie robię, tylko sobie chodzę po Łodzi i patrzę, jak ona mi rośnie, to jest najlepsze lekarstwo na moją chorobę.”*

Witam serdecznie,

dzisiaj spróbuję rozpocząć nowy podcykl starego cyklu i chrzczę go mianem Poniedziałkowe Historyjki. Postanowiłem nie tworzyć nowego wątku-kategorii, co pozwoli, mam nadzieję, urozmaicić moje Poniedziałkowe wynurzenia, nie zanudzić Was doszczętnie, a przy okazji  nieść kaganek 🙂 Mam niejednokrotnie takie wrażenie, że swego do końca nie znacie (również ja dowiaduję się mnóstwa nowych, ciekawych rzeczy i najśmieszniejsze i najsmutniejsze jest to, że bez wielkiego wysiłku,  jedynie odrobiną chęci pchnięty do działania, choć wiecie jak to bywa z chęćmi naszymi i co nimi jest wybrukowane i jak to się przeważnie kończy, czyli tak jak polskie autostrady, lecz może w końcu uda się i nam, czego sobie i wam serdecznie z całego serca życzę), a jak poznacie, to cudzego bezmyślnie chwalić nie będziemy. Tak sobie teraz myślę, że chciałbym, aby Poniedziałkowe Historyjki odnosiły się głównie do Łodzi, ale kto wie, jak historyjka się potoczy. Aby uprościć nam zadanie, otagowałem dodatkowo moje dokonania na tej niwie słowami historyjki i Łódź, niech płynie dalej w świat. Na zakończenie króciutkiego wstępu, jedna podstawowa informacja, a właściwie dogmat i teraz jest dobry moment, żeby zakończyć – jest wiele łodzi na świecie, ale Łódź jest jedna, niepowtarzalna, przerażająco cudowna i okropnie wspaniała. Przepraszaliśmy za wszystko, za wszystkich, wystarczająco długo, wystarczająco cierpliwie i wystarczy. Pora rozwinąć żagle i wyruszyć w stronę Scylli i Charybdy, coby oskrobać nieco rybie ogony i przytkać fałszywe usteczka.

Ten Poniedziałek miał być nieco inny, ale tak to czasem bywa, że nigdy do końca nie wiadomo, gdzie zaprowadzi nas ta Poniedziałkowa ścieżka (nawet w czasach GPS trzeba być czujnym, bo można obudzić się np. w jeziorze).

Słowo ku przestrodze, dla mniej cierpliwych obieżyświatów: coś czuję, że opowieść będzie się toczyć leniwie, powoli, bez pośpiechu i będzie mnóstwo ścieżynek, to z prawej, to z lewej  jej strony, bez przejścia których nie uda nam się dotrzeć do celu. Na dodatek cel ów jest jeszcze odległy, nieco mglisty, zaledwie kontury majaczą. Mój pomysł na początku ścieżki ograniczał się do chęci przypomnienia o jednym miejscu, miejscu kilkanaście lat temu znanym, gdzie zaryzykowałbym stwierdzenie, się bywało. Osobiście zawsze oglądałem je jedynie z okien tramwaju, bo jakoś nigdy nie chciało mi się bywać i tak mi pozostało 🙂 Choć nigdy w nim nie byłem i nigdy już nie będę, bo ostatecznie czas przeszły dokonany się dokonał, to miejsce to często przewija się gdzieś w moich wspomnieniach. Rozmawiałem niedawno z kolegą, młodszym o dekadę, o życiu nocnym i rozrywkowym Miasta Łodzi, postanowiłem odwołać się do klasyki, ogarnął mnie wspomnień czar, padła nazwa Stylowy, padła nazwa 19 11 i zapadło kłopotliwe milczenie. Na twarzy mojego kolegi malowała się pustka nie wie o co chodzi i pustka o czym ty do mnie mówisz. Pomyślałem sobie: Kurcze nie jest dobrze. To tam pół pokolenia, urodzonego w czasach gdy Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej,  spędziło swą młodość, to tam rodziło się nocne życie na naszych (zasadniczo nie moich, ale co tam) młodych portfelach. Postanowiłem sprawdzić co się obecnie z tym miejscem dzieje, bo że nie istnieje nawet w pamięci już wiem. I po raz kolejny rzeczywistość przygniotła mnie swoją rzeczywistością.

Odsłona II

Motto:

“– Dla mądrych jest zawsze dobry czas.
– A kiedyż będzie dla uczciwych? – zapytał ironicznie.
– Sza, panie Trawiński, oni mają niebo, po co im dobre czasy.”*

Miejsce to ma swą chlubną historię, która niestety mało chlubnie została zakończona. Pierwsza informacja, na którą się natknąłem była interesująca.

“Towarzystwo “Resursa Rzemieślnicza” powstało w marcu 1911 roku. Rok później zorganizowało Wystawę Rzemieślniczo-Przemysłową, prezentującą pod hasłem “Popierajmy Przemysł Krajowy” dorobek polskiego przemysłu i rękodzielnictwa, które, jak czytamy w przedmowie do przewodnika po wystawie, były “wytwórczością (…) niestety mało znaną i może właśnie dlatego niesłusznie lekceważoną”. Wystawa odbyła się w parku Staszica i została uwieczniona na filmie,  który jest obecnie najstarszym zachowanym dokumentem filmowym nakręconym w Łodzi.

Budynek Resursy został wzniesionyw 1914 r. (według projektu architekta Augusta Furuhjelma) przy obecnej ul. Kilińskiego (wówczas Widzewskiej) przez cech ślusarzy, uzyskując ciekawą secesyjno-modernistyczną fasadę z płaskorzeźbami przedstawiającymi motywy rzemieślnicze. W późniejszych latach mieściło się w nim kino Stylowy, potem parę dyskotek, a ostatnim lokatorem był klub muzyczny “Cube”.”

źródło: http://foto.miastozinnejbeczki.pl/395/resursa-rzemieslnicza/

I tu pierwsze moje odkrycie i pierwszy dreszczyk emocji. Kto z nas słyszał o najstarszym dokumencie filmowym nakręconym w Łodzi?

Za każdym razem siedzę i przecieram oczy. Mieszkam w tym Mieście, a tak naprawdę jak mało wiem o jego przeszłości. Większość z nas ma wdrukowanych o Mieście Łodzi prawd kilka, prawd tyle banalnych, co nieprawdziwych, a dających się streścić w trzech banalnych słowach: brud, smród i ubóstwo. Może warto przestać być ignorantem? Wykonajmy wszyscy wspólny wysiłek, pokonajmy własny brak chęci, własne uprzedzenia i spójrzmy wreszcie na to Miasto z szacunkiem, na który zasługuje.  Nauczmy się je kochać, przestańmy się go wstydzić, bądźmy dumni z tego, że urodziliśmy się w Mieście Łodzi.

Po tej króciutkiej dygresji powróćmy do meritum. Przecież ta wystawa odbywała się w dzisiejszym parku im. Stanisława Staszica, czyli w obrębie obecnych ulic Uniwersyteckiej, Narutowicza, Wierzbowej, Jaracza.

“Powstał w latach 1899-1901 według projektu L. Grabowskiego, jako czwarty w Łodzi ogród miejski. Z okazji urządzonej w 1912 r. wystawy Rzemieślniczo-Przemysłowej w parku wzniesiono Pomnik Pracy – postać robotnika wspartego o młot – symbol miasta pracy, oraz muszlę koncertową, później przerobioną na teatr letni. W 1918 park (noszący pierwotnie nazwę “Ogrodu przy ul. Dzielnej”) otrzymał imię Stanisława Staszica i ustawiono w nim popiersie patrona – ufundowane przez Stowarzyszenie Techników. Odbywało się tu wiele różnych imprez: koncerty, przedstawienia, wystawy.”

źródło: Archiwum Państwowe w Łodzi.

Trudno mi zidentyfikować miejsca, ale w jednym z ujęć widać za płotem przejeżdżający tramwaj, który być może jedzie ulicą Narutowicza (czy ta polna droga z torami tramwajowymi to Narutowicza, dobre pytanie :)). Wysoki budynek, który przewija się na drugim planie, otoczony błękitem nieba  i wszechobecną pustką to zapewne Szkoła Zgromadzenia Kupców w Łodzi (dziś w tle maluje się malownicza stal i błękitne szkło chyba gazowni, ale to muszę sprawdzić i dużo szarego betonu wokoło).

Znasz te miejsca praktycznie na pamięć, chodzisz nimi codziennie, ale chodzisz mechanicznie, chodzisz wpatrzony w czubek swoich butów, nie zwracasz uwagi na otoczenie, a potem wygłaszasz sądy o brudzie, smrodzie i ubóstwie. Jakie masz do tego prawo?

W jednym z ujęć widać przy wejściu na wystawę mały parterowy domek z napisem nad wejściem “Rozwój”. Święto Pracy na wystawie Przemysłowej w Łodzi, odbyło się 29 września 1912 r. W wydaniu gazety Rozwój z dnia 30 września 1912 r. możemy znaleźć relację z tego święta. Życzę miłej lektury (strona 4 artykuł “Święto pracy). W wydaniu z dnia 25 października 1912 r. możemy znaleźć podsumowanie wystawy (dół strona 2 notatka “Po wystawie”). Wszystko to wydarzyło się 100 lat temu, a ja mogę zatopić się w tą rzeczywistość. Nie tylko mogę ją poznać wprost. Mogę ją zobaczyć taką jak była i mogę ją zobaczyć oczami tych, którzy patrzyli na nią wtedy kiedy była.

Pojawia się też na filmie nazwa “Luna” (strona 35 Przewodnik po Wystawie Rzemieślniczo-Przemysłowej w Łodzi).

Wisła (Rialto, Muza, Luna), ul. Tuwima 1/3 (ul. Przejazd 1) – kino założone w 1911 roku w budynku Zgromadzenia Majstrów Tkackich. Było to luksusowe kino posiadające marmurowe schody i kryształowe żyrandole.

źródło: Szlak dziedzictwa filmowego Łodzi.

Proszę wszystkich miłośników znanej łódzkiej dyskoteki o przetarcie oczu, no i co zdziwko chapnęło. Tak, tak, to tak jest, jak decybele przegonią resztki myśli z główeczki, to już tylko pozostaje brud, smród i ubóstwo.

Lektura uzupełniająca: Nie tylko kino Gdynia. Początki życia filmowego w Łodzi

Krótka refleksja. Patrząc na te uśmiechnięte twarze, eleganckie stroje, fraki, cylindry, kapelusze, suknie, zamaszyste wąsy, oficerów armii rosyjskiej w galowych mundurach, ja już wiem wszystko. Wiem, że ich czas był już wtedy przeszły i dokonany i dokonał się ostatecznie i bezpowrotnie za niespełna dwa lata i nic już nie było takie jak przedtem. Patrząc odczuwam smutek i  żal, że ich los był tak nieunikniony. Patrząc odczuwam niepokój, zastanawiając się czy nie będę kiedyś źródłem takiej refleksji.

Czytając “Ziemię obiecaną” zawsze miałem ogromną ochotę skorzystać z wynalazku Herberta Georga Wellsa i podziwiać na własne oczy jak Ona rośnie. Na razie jeszcze się nie udało. Na razie musimy zadowolić się tym co mamy. Jest to co prawda jak lizanie lodów przez szybę, jak pójście do Mc Donald’s na sałatkę, ale zawsze to coś 🙂

Jeżeli ktoś czuje niedosyt, a niedosyt czuć można polecam:
Przewodnik po Wystawie Rzemieślniczo-Przemysłowej w Łodzi – 1912 : zorganizowanej przez Stowarzyszenie “Resursa Rzemieślnicza”

Z dumą mogę powiedzieć “Jestem Łodzianinem”.

Odsłona III

Motto:

“Ale spaliła się też fabryka Goldberga, na Cegielnianej. Nasza straż jeździła, ale wszystko dobrze poszło, ostały tylko mury. Z suszarni poszedł ogień.”*

No cóż i tu zasadniczo pora wrócić do rzeczywistości i duma gdzieś ginie i złość narasta i chciałoby się krzyczeć, a osoby odpowiedzialne z ramienia władz mają bardzo dobre samopoczucie i zajmują postawę adekwatną do wagi problemu.

Możemy pochwalić się pewnym dokonaniem. Jesteśmy twórcami Łódzkiej Szkoły Konserwacji Zabytków. Musisz w sposób szybki i bezczelny doprowadzić zabytek do ruiny, zapewniając wszem i wobec o swoich dobrych intencjach. Musisz szczerze się załamać, gdy budynek ów spłonie wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Musisz szybko zamówić buldożery, zanim decyzja o wpisaniu do rejestru zabytków uprawomocni się. Musisz zagospodarować tak uzyskane miejsce stawiając market, osiedle strzeżone, parking itp, itd. Możemy z dumą powiedzieć, że w Mieście Łodzi, mamy już paru profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych, a łódzki i miejski konserwator zabytków zrobił już zapewne habilitację. Tu nachodzi mnie pewna niepokojąca myśl: “Czy naprawdę przepraszaliśmy za wszystko, za wszystkich, wystarczająco długo, wystarczająco cierpliwie i wystarczy?”. Na szczęście władza absolutnie nie zgadza się z żadnymi zarzutami, które są jedynie marnymi półprawdami (można pozazdrościć tak rewelacyjnego samopoczucia, wierzę, że większość z nas musiałby wszystkie lustra w domu szybko polikwidować).

Na szczęście, po raz wtóry, okazuje się szybko, że jest winny. Kto zawinił – no jak to kto – społeczeństwo 🙂 Kamień mi spadł z serca. Przecież władza jest mądra, uczciwa i szczera w swych intencjach. Przecież inna być nie może, bo sami ją wybraliśmy. Społeczeństwo rozpoczyna awantury, nie powiadamia, nagłaśnia, a przecież można po cichu pod dywan pozamiatać i przejść się na kopiec Kościuszki.

Serce rośnie, że wracamy do korzeni:

“- Wiesz, Goldberg się spalił dzisiaj w nocy, i to zupełnie, “na glanc”, jak Mateusz mówi…
– Dla mnie to nie nowina – odpowiedział ziewając.
– Skąd wiedziałeś?
– Ja miesiąc temu wiedziałem, że on się potrzebuje spalić. Dziwiłem się nawet, że tak długo zwleka, przecież procentów mu nie dadzą od asekuracji.
– Miał dużo towaru?
– Miał dużo zaasekurowane…
– Bilans sobie wyrównał.
Roześmiali się obaj szczerze.”*

Andrzej Wajda, powiedział, bodajże w jednym z wywiadów, że nie nakręciłby już dziś “Ziemi obiecanej” w Łodzi tak jak to zrobił w latach 70, bo Miasto Łódź dziś nie istnieje. Coraz bardziej skłaniam się do myśli, że Władysław Reymont mógłby napisać dziś książkę “Ziemia obiecana” bo Miasto Łódź zaczyna istnieć od nowa.

Jak już nas rzeczywistość znuży, to zawsze można zając się ślimakiem, praca w wyburzeniach jest przecież tak stresująca.

A zaczęło się wszystko tak niewinnie, od niewinnej rozmowy z kolegą. No trochę popłynąłem 🙂

To dobry moment, żeby zakończyć.

Pozdrawiam

Wyzyk

* “Ziemia obiecana” Władysława Reymonta

Epilog:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*