Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie.

Zgodnie z obietnicą dziś parę słów o podróży sentymentalnej na zachód Polski. Dokładnie mówiąc wybrałem się do Kalisza. Pozwolicie, że nie będę skupiał się na opisie miasta, to możecie znaleźć sobie pod adresem http://www.kalisz.pl/_portal/

Podróżuję sobie tak do tego Kalisza już od paru lat i każda wizyta jest dla mnie chwilą wytchnienia i odpoczynku. W tym miejscu chciałbym oddać pokłon mojej Szanownej Parze Przyjaciół Magdzie i Leszkowi. Jedyne 110 kilometrów, około dwóch godzin spokojne jazdy i już mamy możliwość napicia się Heleny prosto ze sklepu producenta znajdującego się przy fabryce. O dziwo okazało się też, że można kupić tu kaszankę, udka z kurczaka i skrzydełka.

Podróż samochodem wydaje się, może w pierwszej chwili, trochę droższa niż pociągiem, ale w ostatecznym rozrachunku wychodzi taniej, po doliczeniu honorarium psychoanalityka . Raz zdarzyło mi się podróżować wesołym składem w piątkowy, lutowy wieczór. Atmosfera w pociągu była wyśmienita. Co pięć minut przebiegał przez korytarz pan z torbą rozmiarów nieskromnych, krzycząc komu, komu bo jadę do domu i wrzucając do przedziałów puszki piwa, oczywiście za symboliczną opłatą. Co z tego, że Wars to już wspomnienie naszych rodziców, jak w przedziale obok panowie sprzedawali wódkę na szklanki, ogrzewanie było podkręcone z myślą o rozszerzeniu działalności o salon odnowy biologicznej, a okna zablokowane, bo przecież po pijaku mogłyby się jeszcze komuś pomylić. Pociąg przypominał puszkę sardynek w sosie własnym.

Niestety mogę powiedzieć tylko z ubolewaniem, że nie mam możliwości podróżować tak często, jakbym chciał, ale może to i dobrze, bo znajomi cieszą się jak do nich przyjeżdżam (no przynajmniej sprawiają takie wrażenie, a żadne z nich nie kończyło PWST). Jak to mówi Szanowny Gospodarz, gość choć świnia swoje prawa ma, ale po dwóch dniach zaczyna śmierdzieć. Zawsze udało zmieścić mi się w magicznym terminie 48h. Tak na marginesie wydawało mi się, że w Łodzi to nie jest jeszcze tak źle, jak w szanownej stolicy. Te szczury jakieś takie mniejsze i jeżdżą hulajnogami, a nie ścigaczami. Ostatnio pozwoliłem sobie zweryfikować te poglądy po wizycie u znajomych. No nie ma się co oszukiwać, szczury się podpasły. Tylko może nie są jeszcze takie buraczane, ale pewnie znowu się oszukuję. Oj coś widzę, że jad zaczyna ściekać mi kącikami ust, pomimo to, że podwiązuję szczękę na noc.

To dobry moment, żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Dzisiaj nie będzie żadnych peesów, to na tyle, do przeczytania/skasowania za tydzień

Ps.1
Oczywiście na koniec mały prezencik (dziś naprawdę malutki, wpadam powoli w panikę bo prezenciki mi się kończą)

Trwa ostra imprezka na Księżycu. W pewnej chwili ktoś mówi:
– Wiesz co Amstrong? Niby wszystko się zgadza… Rozpaliliśmy grilla, jest wódeczka, piweczko, ziele, kobitki też są, a jakoś kurwa atmosfery nie ma…

“O, nie, mój filozofie, nie zgodzę się z tobą – tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszych ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą!”
Michaił Bułhakow
Mistrz i Małgorzata

(2004-06-14 00:45)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*