Witaj miły poniedziałku

Witam serdecznie

Na wstępie zaznaczam, że ten odcinek moich cotygodniowych wynurzeń dedykuję mojemu Przyjacielowi Witkowi. Wybaczycie, że będzie trochę prywaty.

Na początku, pozwolę sobie jeszcze tylko zauważyć, że jeżeli otrzymaliście ten list, to sami jesteście sobie winni. Dałem Wam szansę i najwyraźniej z niej nie skorzystaliście. Uwierzcie mi, drugiej takiej okazji nie będzie. Można mieć chwilę słabości, ale nie będzie trwała ona wiecznie.

Spędziłem dziś bardzo miłą niedzielę w towarzystwie Witka. Wczesny ranek i przedpołudnie upłynął nam w miłych okolicznościach przyrody. Odwiedziliśmy Jego rodzinę na wsi spokojnej, wsi miłej, pod Sieradzem. Cóż mogę powiedzieć, podobnie jak w Magicznym Miejscu, czas płynie tam inaczej. Bez stresu, bez pośpiechu, swoim torem. Żyć nie umierać, wygrać w totolotka i spędzić tam resztę życia. Po powrocie do Łodzi resztę dnia spędziliśmy równie miło sącząc sobie pifko i deliberując o różnych sprawach. Tak sobie doszedłem do wniosku, że przyjaźń prawdziwa, to bardzo ważna rzecz w życiu. Przyjaźnimy się od siódmej klasy podstawówki. Różnie bywało, raz lepiej, raz gorzej. Czasami nie widzieliśmy się po pół roku, ale za każdym razem, jak się spotykaliśmy, było tak, jakbyśmy rozmawiali wczoraj. Ważne jest chyba, żeby mieć w życiu jakiś punkt stały, niezmienny, do którego zawsze będzie można się odwołać. Na pewno jednym z nich jest dla mnie Witek. Spotkania z nim pozwalają mi zawsze uświadomić sobie parę prawd, które są może i banalne, ale o których często zapominam. Dziś uświadomiłem sobie, że niestety łykam wszystko jak łoś, młody łoś. Wierzymy czasem bardzo komuś lub czemuś, bo bardzo chcemy w to wierzyć, ale jesteśmy tylko zabaweczką, która można sobie uprzyjemnić życie. Jaki jest los zabaweczek, chyba każdy wie. Należy też zawsze pamiętać, że lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu. Bierzmy to co jest, a nie zastanawiajmy się nad tym, co by było gdyby, udało nam się zdobyć to co jest poza naszym zasięgiem. W przeciwnym razie, to co jest stracimy, a Eldorado to fajna idea, co nie zmienia faktu, że to idee fixe.

Uczciliśmy też dzisiaj w jakiś sposób pamięć Jacka Kaczmarskiego, słuchając sobie jego piosenek. Jest to dla nas ważna osoba, która niestety odeszła. W pewnym stopniu kształtowała nasze spojrzenie na życie w okresie liceum i początków studiów. Gdzieś tak w 1993 byliśmy wspólnie na koncercie Jacka Kaczmarskiego, Przemysława Gintrowskiego i Zbigniewa Łapińskiego w Teatrze Muzycznym. Był to program pt. “Wojna postu z karnawałem”. Pomimo tego, że nie słuchałem tych piosenek od paru lat, zauważyłem dziś, że wryły się jednak w moją pamięć. Pozwolicie na zakończenie, że zamieszczę poniżej tekst jednej z nich. Piosenka nosi tytuł “Ja”, tekst Jacek Kaczmarski:

Nie jestem piękny, a przyciągam wzrok,
Cieszy mnie wstręt w tworzących mnie spojrzeniach;
Sprytu nauczył mnie ułomny krok,
Co krok normalny w powód wstydu zmienia.
Wiem, że nawiedzam przyzwoite sny;
Bóg mnie spartaczył, jam wyrzut sumienia;
Dlatego wpełzam w dostojne zgromadzenia,
Gdzie racją bytu jest bezkarne – my!

A ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

W karczmie tak siadam, by mnie widzieć mógł
Każdy obżartuch najzdrowszy i pijak.
To, co mi Bóg dał zamiast zwykłych nóg
Wokół półmiska bezwstydnie owijam.
Tym, co mam w miejsce rąk, odpędzam psy
Węszące łatwy łup w chromego strawie
I traci nastrój biesiadników gawiedź,
Co śpiewa przy mnie swoje śmieszne – my!

Bo ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

Mam pod Ratuszem stałe miejsce, gdzie
Swój tors niezwykły wystawiam na pokaz:
Pomnik wyjątku, drżę z rozkoszy, że
Żadnego z radnych nie przepuszczę oka.
Gdy się dębowe już zatrzasną drzwi,
By przebieg obrad skryć prze losem plebsu
Wiem, że zdołałem trochę nastrój zepsuć
Tym, co tak godnie mówią, myśląc – my!

Bo ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

W farze na najświetlistszą włażę z ław,
Gdzie przed ołtarzem tęcza lśni z witraży,
By, kiedy wierni proszą – Boże, zbaw! –
Móc Mu pokazać, co z mej zrobił twarzy.
Więc patrzą na mnie, chociaż kapłan grzmi
Żeśmy jedynie niepoprawnym stadem,
Bom namacalnym przecież jest przykładem,
Że jest nieprawdą ich chóralne – my!

Bo ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

Nie jestem sam. Odmiennych nas jest w bród!
Wciąż otorbionych wstrętem i respektem.
Bóg dał z kalectwem pokusę nam – i głód,
By się związać w pokręconych sektę.
Partia Potworków! Rząd zatrutej krwi!
Ach, cóż za ulga – unormalnić skazy!
Nakaz szacunku, a nie gest odrazy,
Wystarczy – ja! ja! ja! – zmienić w – my!

Nie! Nie chcę wpływać i należeć!
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja! ja! ja!

To dobry moment, żeby zakończyć.

Pozdrawiam

WYZYK

Ps.
Pewnie mnie już nienawidzicie i nie dotarliście do tego miejsca. Dla
zuchwałych jest jednak nagroda.

From: chester
Subject: Fw: Re: Pierwsze moje piętno 🙁
Newsgroups: pl.rec.humor.najlepsze
Followup-To: poster

grupa: pl.pregierz
autor: macias
data: 2004-05-03
m-id: c73rii$hbj$1@nemesis.news.tpi.pl

Ariser wrote:

>> Pierwsze moje piętno na pl.pręgierz.
>> Niestety.
>> Dla mnie, mojej dziewczyny (od wczoraj ex) i dla losu.
>> Dla tego ostatniego, bo rzucił nas do różnych miast na studia.
>> Dla nas, bo nie potrafiliśmy się dogadać.
>> No i zostałem sam.
>> Ble.

nie martw sie przejdzie ci
jak widzę czasami moją ex z jej nowym facetem, to zawsze mi poprawia
humor fakt, że najpierw mi robiła loda, a teraz jemu daje buzi 😀

“Przypominam sobie – powiedział Krzyś – tylko Puchatek już dobrze nie Pamięta. I Puchatek chciałby, żeby mu ją znowu opowiedzieć bo on lubi prawdziwe historie, a nie wymyślone.”
A. A. Milne

(2004-05-31 01:08)